środa, 24 grudnia 2008


Wesołych Świąt:)

niedziela, 1 czerwca 2008

sobota, 5 kwietnia 2008


Ostatnio nie mam czasu na nic. Jestem przemęczona i przydało by się wyjechać gdzieś chociaż na weekend. Będę musiała to przemyśleć bo organizm już zaczął domagać się odpoczynku. Wyczytałam, że moją kruszynkę Cezara można już zaszczepić. Zbierałam się do tego cały tydzień. Niestety albo nie starczało mi siły albo czasu. Dzisiaj postanowiłam pospać trochę dłużej i uparcie pozostawałam nieczuła na przygryzanie kota, smsy i telefony. Wybaczyć proszę:) W końcu koło 10:00 otworzyłam jedno oko, a przed 11 drugie. No i stało się zadzwoniłam do lecznicy, co by dowiedzieć się o godziny przyjęć. Usłyszałam "Dzisiaj do 12, a potem to tylko nagłe przypadki". Na zegarek patrze a tu 11:59:) No to odpowiadam pani średnio miłej, że to się dobrze składa bo ja taki nagły przypadek właśnie mam:) No to znudzony głos po drugiej stronie się pyta co się stało. Otóż stało się tak, że doskwiera mi brak czasu, a z tego powodu moje futrzane szczęście nie może się rozchorować. Zapowiedziałam naszą wizytę w ciągu godziny. No i poszłam. Drzwi zamknęte ale był magiczny dzwonek dla nagłych przypadków, czyli dla nas:) Ta sama pani, co w słuchawce nie za fajna się wydała być zmiękła jak zobaczyła Cezara. Futrzak dostawał komplement za komplementem, ale myślę że miał je głęboko, bo trochę był zestresowany. Na lekarza weterynarii napuszył się cały i już myślałam, że zęby pójdą w ruch- kota oczywiście:). Ale zachował zimną krew i dzielnie znosił termometr w pupce, zaglądanie do uszu, oczu i w paszczę. Miła pani stwierdziła, że trzeba kotka na wagę odtransportować, jak go wzięła na ręcę to myślałam że już go nie odda:) No na szczęście mnie nie ważyli, bo z pewnością usłyszałabym że przytyć by należało. Cezara średnio obchodził werdykt kilo dwadzieścia. Na gryzienie ponoć recepty nie ma, nawe karcenie niewiele się zda. Pan doktor polecił odwracanie uwagi zabawkami i cierpliwość. Dobre sobie. Ciekawe czy o 2 nad ranem chciało by mu się zabawek szukać:) Pani robiąc zastrzyk stwierdziła, że może teraz będzie mądrzejszy i właścicielki gryzł nie będzie. Zirytowany takim gadaniem doktor tak spojrzał na nią i rzekł krótko, że ten zastrzyk nie jest na mądrość. Trochę przygasła, ale powiedziała, że ona tak tylko sobie gada. Jakże bliska mi była ta sytuacja. Jeszcze niedawno też słyszałam, że za dużo gadam i że największym nieszczęściem dla mnie była by strata głosu. No nieważne. Było minęło. Wracając do tematu Cezar od chwili szczepienia jest jakiś śnięty. Nie dzikusuje i śpi jakoś więcej. Tyłek po zastrzyku go boli, więc smyrać można tylko po główce.. Mam nadzieje, że jutro będzie znowu tym samym wariatem i niech nawet mnie przygryza:) Serce mi pęka gdy widzę że on taki smutny.Ale przynajmniej wiemy, że jest zdrowy. Kolejne szczepienie za 4 tygodnie. No to się wygadałam:)hihihi dobranoc.

sobota, 29 marca 2008

Czasem za dużo myślę a potem się zasmucam. Spotkała mnie pewna sytuacja, która nie nastawiła mnie pozytywnie do ludzi. Mówiąc krótko widzisz uśmiechy niby najszczersze na świecie a tu ci potem mendy nóż w plecy wbijają z tym samym uśmiechem. No cóż... życie...Najgorsze jest to, że nie mogę powiedzieć, że wszystko wiem. Środkowy palec w ich stronę tylko mogę wystawić i unikać takich ludzi. Ostatnio mało piszę nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia. Jest coś co bardzo mnie zniechęca i będę musiała coś zrobić z tym faktem.I nawet wiem już co...:) Ten kto powinien wiedzieć, będzie wiedział.
Wczorajszy dzień był jednym tych, dla których warto żyć. Pracodawcy wywalili mnie już w czwartek na zaległy urlop, z czego nie byłam zadowolona bo nadgodziny robiło mi się wyśmienicie. No ale mus to mus:) Moja siostra postanowiła mnie wyciągnąć z domu i cały piątek spędziłyśmy na powietrzu:). Spacer po Sopocie okazał się fantastycznym pomysłem. Było miło i śmiesznie:) Będę długo wspominać dyskusję na temat gustowności czapki milki i ważenie jajek z niespodzianką i dwugodzinnego poszukiwania drapaka. To było wiele sytuacji, których opisać się nie da, a na wspomnienie których uśmiech na ryjku się pojawia. Popołudnie i wieczór minęły przy ogórkowej i trzech winach. Żeby nie było, że ja sama z siostra tyle win wypiłam wspomne, że przyszli goście:) Cezar w pierwszej chwili nie wydał się być zachwycony, ale po piętnastu minutach zrozumiał, że goście oznaczają jedno- więcej ludzi do gryzienia i zabawy. Zdziwił się jak wszyscy wyszli. Wymęczony spał do 10 rano. Jego zapewne głowa tak nie bolała bo wina nie pił:) Oj fajnie było i pewnie nie raz będziemy to wspominać. Dziękuję losowi, że mogłam spotkać na swej drodze .....

sobota, 22 marca 2008

Piękną zimę mamy tej wiosny


No i mamy święta. Czas strasznie szybko leci. Dopiero co składałam życzenia z okazji Nowego Roku i patrzyłam na fajerwerki a tu Wielkanoc jest. Sceneria nie różni się co prawda, bo mamy prawdziwą zimę tej wiosny, co widać na załączonym obrazku. Topniejącego śniegu nie lubię, nikt nie lubi, ale co innego duże i gęste płatki śniegu opadające powoli i przykrywające cały tej miejski syf. Byłam dzisiaj na cmentarzu odwiedzić rodzinę i tak jakoś na rozmyślania mnie wzięło. Jak to by było gdyby.... I się rozmażyłam: Babcia napewno piekła by pyszne babcine placuszki, modląc się do Boga aby wnusia w końcu sobie z jakimś kawalerem życie ułożyła:) Z Edytką jak to z siostrą plotkowałabym aż nas gęby rozbolą. Z pewnością podrzucała by mi dzieci do pilnowania, bo była by teraz dorosłą i piękną kobietą, bo piękno u nas rodzinne:) hihihi . A dziadek jak to u dziadków bywa z pewnością miałby dla mnie wiele życiowych rad, których czasem mi brakuje. Co jakiś czas tak sobie o nich gdybam, bo ani Babci, ani Dziadka i niestety rówież Edytki nie było mi dane poznać. Wydaje mi się, że były byśmy podobne do siebie, bo biorąc pod uwagę moje rodzeństwo można wnioskować, że jestem tak jakby podrzucona:)))) Po nich od razu widać, że z jednej matki... No cóż analizując wnikliwie zdjęcia rodzina widziała we mnie taki sam nos jak u Tatusia i takie same uszy jak u Babci. Musiałam zrezygnować z mojej teorii:)Dobra ludziska wesołych świąt, serc wypełnionych miłością i brzuchów pełnych od świątecznych smakołyków...