wtorek, 19 lutego 2008
Są w życiu takie chwile, które nakazują zatrzymać się i zastanowić nad jego ulotnością. Układając swój plan dziesięcioletni patrzę tylko na to co życie może mi dać, a nie zabrać. Stało się tak a nie inaczej,że w ostatnim czasie nie tylko ja przeżywałam rozpad związku.Tylko że ja nie miałam daty ślubu i zaliczek do wplaty za wesele.Postanowiłam dzielnie wspierać kumpelę. Cały weekend kombinowalismy ze znajomymi jak tu się wtrącić, żeby było dobrze. Najbardziej mnie zdenerwowała narada o 8:30 rano w moim pokoju. Biorąc pod uwagę, że wróciłam o 2 rano i nie mogłam zasnąć, to godzina mojej pobudki była wręcz nieludzka.Wiedziałam żeby nie odbierać telefonu:) Za wiele nie wymysliliśmy. Postanowiłam sie nie wtrącać, tylko dzielnie pocieszać. I tak pocieszałam wczoraj do północy sącząc gin z tonikiem. Echo autobusu, więc wzięłam taksówke żeby dojechać do domu. Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy nagle zrobiło się na ulicy jakby ciemniej,dokładnie w tym momencie gdy czarne auto jadące przed nami postanowiło skasować baaardzo wysoka latarnię. Po prostu zamarłam. Samochód w ogóle nie miał przodu, i był przygnieciony połamana latarnią. Wyglądało to okropnie. Taksówkarz wyleciał grzebać w samochodzie, potem wytłumaczył że odłanczał prąd. Kierowca był przytomny ale kompletnie się nie dało z nim dogadać. Drzwi zaklinowane a poszkodowany skarżył się, że ciężko mu oddychać. Na skutek zgniecionego przodu samochodu jego nogi zostały uwięzione i mimo że udało się otworzyć drzwi od strony pasażera nie mógł się ruszyć ani o centymetr.Jak głupia wykręcałam 112 usiłując się dowiedzieć kogoś na jakiej jesteśmy ulicy.Ale automatyczna pani w słuchawce kazała cały czas czekać. Pojawił się jakiś pan w okularach i jemu udało się w końcu dodzwonić. Kiedy zjechało się trochę ludzi i pewne było, że nie zostanie pozostawiony bez opieki taksówkarz zarządził,że nic tu po nas i wsiedlismy do auta. Oczy mi wyszły na wierzch jak zobaczyłam kwote na taksometrze. Prawie całą drogę milczeliśmy. Nie wiedziałam co myśleć.Cieszyłam się,że nie jechalismy kilka metrów za tamtym samochodem, bo cholera wie czy właśnie mnie by nie musieli wyciągać, a taksówka była w takim stanie że mocniej na nią pierdnąć i się by rozwaliła. Podjechaliśmy pod ściane płaczu, czyli bankomat, zapłaciłam panu za kurs życząc bezpiecznej nocy poszłam dalej na piechotę. Nogi mi się nadal trzęsły i stwierdziłam,że człowiek musi mieć w sobie więcej pokory. Gdy wchodziłam do domu z naprzeciwka wychodziła jakaś parka mówiąc grzecznie dobry wieczór.Potem usłyszałam jeszcze jedną osobę i poczułam jak ktoś otwiera za klamkę te same drzwi, które ja właśnie próbowałam zamknąć.Umówmy się dogadajmy,że owe drzwi były drzwiami do mojego domu, więc tym większe było moje zdziwienie. Wychyliłam się i zapytałam czy mogę w czymś pomóc. Już w wyobraźni słyszałam odpowiedź osoby z drugiej strony klamki" tak wystaw łeb to ci go urwę" Ale na szczęście zobaczyłam równie zdziwionego chłopaka, który powiedział nieśmiało "I'm looking for my friends".Propozycja zaprzyjaźnienia się to raczej z jego strony nie była więc wskazałam mu tylko w którą stronę poszli. Nagle bardzo zachciało mi się spać. Dziwne czasem jest to życie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Są w życiu takie chwile, kiedy nagle wszystko znajduje się na swoim miejscu, choćby nie wiem jak poprzestawiało się ostatnio. Miewam takie przeżycia, jak ktoś właśnie taką bezsensowną śmiercią umiera na oddziale, albo staje się niepełnosprawnym w wyniku wypadku.
Niby nic nie dzieje się bez przyczyny.Czasem ciężko w to uwierzyć, ale trzeba być dobrej myśli:)))pozdrawiam
Prześlij komentarz