Czasem chciałabym się tak zwyczajnie rozpłynąć. Nie myśleć, mieć zamknięte oczy na wszystko. Po prostu mieć nadludzką zdolność nie odczuwania tego co boli. Ale się nie da, więc patrzę jak rozpada się domek z kart. Stoję... patrzę... i nie mogę zrobić już nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz