środa, 31 października 2007
poniedziałek, 29 października 2007
Bo chodzi o to żeby było miło
Nie wiem czemu gęba moja podejrzanie się śmieje.W sumie wiem ale nie powiem:) Ano śmieje się mimo,że na ślubie byłam co zazwyczaj zmusza mnie do refleksji nad swoim życiem.Dzisiaj ślub przyszedł do mnie, tzn tort ślubny przyszedł razem z Emilką.A konkretnie przytachała do korporacji kilka kg kalorii w podziękowaniu za prezent.Prezent kupowałam ja.W szoku byłam,że aż tyle złotówek udało mi się zebrać:)Ciasto było dobre bo prezent ładny kupiłam...ręczniki...(ekri- pisząc bez silenia się na poprawną pisownię:P)Sama bym takie chciała, ale biorąc pod uwagę że ślubu w tym tysiącleciu nie planuję a kupisów mi starczy co najwyżej na ręcznik w auchan idę się wykąpać i wytrę się tym czerwonym w pandy co się przytulają.I popatrzę w lustrze na roześmianą nadal gębę.Wolę przytulające się misie niż płaczącą antylopę czy jakieś inne zwierzę:P i trzymam rękę z dala od nocnika:) pozdowienia dla Poznania:)
środa, 24 października 2007
To zadziwiające jak kobiety potrafią być silne i słabe jednocześnie. A jeszcze bardziej zadziwiający są mężczyźni, którzy szufladkują je jako albo tylko silne albo tylko słabe.Czasem stwierdzam,że Bóg źle to wszystko wymyślił dając nam tak różne mózgi.Z drugiej strony różnice są piękne ale trzeba się nauczyć je szanować i z nimi żyć. A ja i tak muszę sobie czasem popłakać:))
Choć na jedną noc zamienić się w głaz
Być zwykłym kamieniem bez myśli i krwi
Emocje ukryć choć jeden raz
Nie próbować otwierać zamkniętych drzwi
I nie mieć złych snów, co przyprawiają o dreszcz
Zamknięte oczy mieć na rozsądku kres
Wpatruję się w ścianę, wsłuchuję się w deszcz
To deszcz na mej twarzy, deszcz moich łez.
Choć na jedną noc zamienić się w głaz
Być zwykłym kamieniem bez myśli i krwi
Emocje ukryć choć jeden raz
Nie próbować otwierać zamkniętych drzwi
I nie mieć złych snów, co przyprawiają o dreszcz
Zamknięte oczy mieć na rozsądku kres
Wpatruję się w ścianę, wsłuchuję się w deszcz
To deszcz na mej twarzy, deszcz moich łez.
czwartek, 18 października 2007
Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?
Czuję nawet najmniejszy mięsień w mym lichym i wątłym ciele.Albo to jest skutek stresu, który powoli idzie sobie w niepamięć albo grypsko dopiero przyjdzie.Wczoraj się tak strasznie cieszyłam a dzisiaj jakoś rzeczywistość znowu daje o sobie znać. Jakie to przykre,że nie potrafię mieć wolnej głowy od zmartwień nawet cały jeden dzień.Tak od świtu po ostatnie promyki słońca, do samej północy kiedy już gwiazdy na niebie:/ No lipa ..nie da się:) Chyba łatwiej jest poklepać kogoś po plecach kiedy jest źle, niż cieszyć się sukcesem. Może jestem niesprawiedliwa. Ale myślę sobie,że dla mnie też niewielu jest sprawiedliwych, więc co mi zrobisz jak mnie złapiesz?Zrobię wszystko aby nie smucić się i jak najdłużej pamiętać dzień kiedy to z podniesioną głową szłam z przeświadczeniem, że jestem super:P Oj pięknie było. Jest jeszcze pewien Ważny człowiek i Wróbel taki ale nie pospolity, którym mówię jeszcze raz DZIĘKUJE!!!!:)))) Też chcę mieć pracę, w której mogę sobie na minut kilka wyskoczyć na czyjąś obronę.
środa, 17 października 2007
pięć tat czekałam i 20 tysięcy wydałam
Pięć lat czekałam na ten dzień!Dzisiaj obroniłam swoją pracę magisterską, którą tworzyłam w straszliwych mękach bo każdy przecinek musiał być na swoim miejscu.Ale już nieważne.Prawa człowieka troszkę wychodzą mi bokiem mimo wielkiego zainteresowania tematem jakiś czas temu.Gadałam o lesbijkach, in vitro i transseksualistach ale widocznie im się podobało skoro dostałam piątkę:p hihihihi teraz muszę się wyspać, jeszcze nie wiem kiedy to zrobię bo jutro na 7 rano i nadgodziny ale kiedyś się wyśpię. Ciekawe jak długo będzie mi się śniła implementacja praw człowieka:/Wielkie dzięki dla Siostry i Niezgódki że tam byłi:)))
niedziela, 14 października 2007
Słowo na niedzielę:))
Muszę stwierdzić, że dzień był całkiem udany.Pyszne śniadanko, potem zakupy.Nie obyło się bez spaceru nad morzem.Pogoda śliczna była.Waty cukrowej tylko zabrakło:) Obiad nie był zbyt zdrowy ale podany w trybie natychmiastowym i bez naszego wysiłku, co oczywiście najbardziej ucieszyło:)Przez chwilę zrobiło się mniej przyjemnie bo po powrocie trzeba było wziąć do ręki książki o prawach człowieka.Interesującym przerywnikiem okazała się procesja mocherowa i ołtarzyk przed klatką z wizerunkiem Matki Boskiej. Pośpiewali smutne piosenki, zabrali gipsową figurkę i poszli dalej trzymając w ręku świeczki - ciemno w końcu było:) A teraz przyglądam się wieczornej głupawce Mesi. Jest spokojnie i wesoło, czyli tak jak powinien wyglądać mój każdy wieczór:)))Dobranoc.
sobota, 13 października 2007
A siedzę sobie i o pierdołach myślę:)
Siedzę sobie i popijając ciepłą kawę słucham Jose Gonzalez- Heartbeats. Wspaniały kawałek...Wprowadza mnie w taki błogi nastrój.Staram się nie myśleć przez chwilkę o niczym a przede wszystkim o tym,że za minut kilka trzeba będzie wziąć książki o prawach człowieka do ręki i dziobać...A mam z biblioteki takie fajne książki, które o wiele bardziej wolałabym poczytać w sobotni deszczowy dzień.Wypożyczyłam sobie trzy:jedną dołującą, drugą na poprawienie humoru a po trzeciej nie wiem czego się spodziewać.No ale niestety trzeba to odłożyć na później.Najpierw obowiązki.I tak pewnie to się skończy tak,że będę się uczyła na ostatnią chwilę.A tak z innej beczki teraz to ten cholerny pająk wcale się nie wyprowadził! Na wycieczkę pojechał i wrócił jeszcze bardziej nażarty, co przekłada się na wielkość i wewnętrzne fuj.Jeśli chodzi o pająki z zewnątrz też są fuj. Otóż niechciany gość sprawił sobie większą pajęczynkę, żeby utrzymała wielkie i owłosione pajęcze cielsko.Muszę się go jakoś pozbyć, tylko jak?...Jak go trące klapkiem to jeszcze gotów rozbryzgać swoje wnętrzności na niedawno mytej szybie. Fakt,że okno umyłam niezbyt dokładnie( bo się spieszyłam:P )no ale nie chcę mieć niczyich zwłok na oknie, nawet jeśli to miałby być tylko pająk. Nie lubię przemocy.Pomysł numer dwa: zagazuje go! Koleżanka kiedyś mi mówiła jak to ona wykańcza wszelkie robactwo w domu. Pryska lakierem do włosów, robal robi się sztywny, co oczywiście skutkuje utratą przez niego życia i takim to sposobem nie ma ani upaćkanej ściany ani robala. To jest myśl!...tylko że ja tak jakby nie używam lakieru do włosów i nie posiadam takowego.A pro po praw człowieka, to ten pająk znacznie narusza moje prawo do prywatności. Mam prawo do życia w sposób zgodny z moją wolą a moją wola jest taka, że pająk ma się wynieść!!!!Muszę znaleźć jakiś sposób...
czwartek, 11 października 2007
Spokój!!!!!
No dobra... uspokoiłam się troszkę.Tylko spokój może człowieka uratować.O! to jest myśl..przede wszystkim spokój :)
Umiesz liczyć...licz na siebie
Jest mi strasznie smutno. Stres mnie zjada od środka.Po złożeniu pracy magisterskiej miało być tak pięknie...spokojnie... a tu..kupa.Promotorka się nie odzywa i nie mam wskazówek do obrony a czas ucieka.Sprawdzam pocztę chyba co trzy minuty.Nawet nie ma komu powiedzieć, że jest mi smutno, że się martwię.Ludzie nie mają ani czasu ani ochoty na wysłuchiwanie gorzkich żali i wyłączają gadu gadu.Tym bardziej jest mi smutno. Pokręcone to strasznie i smutne jednocześnie.Nie ma nikogo kto by zrozumiał i przytulił gdy jest źle. Nawet gdy się jest daleko można przytulić....słowem. Chyba za dużo wymagam od siebie i tym samym od innych. Umiesz liczyć?- Licz na siebie.Święta prawda choć okrutna :/
środa, 10 października 2007
Armia pokemonów
Wczorajsze przedpołudnie było może nie nadzwyczaj udane ale na pewno ciekawe.Udałam się na spacer mając w zamyśle wyświadczenie przysługi Niezgódce.Chodziło tylko o zapukanie do dziekanatu i złożenie jednej karteczki A4.Okazało się,że kolejka jak za kawą i papierem toaletowym, albo jeszcze gorzej.Uczelnia techniczna, więc wkoło sami faceci.Problem w tym,że część wyglądała jak Yeti, znalazło się kilku Ogrów z bandą Osłów.Nie zabrakło Kermita ze świnką Pigi. Pojawił się też Johny Bravo. Po korytarzu tuptało też kilka Smerfetek, z taką różnicą,że Smerfetka nie nosiła złotych pasków, butów itd ... a te miały. Myślałam,że opowieści o kobietach z wąsami były fikcyjne, bo jak młoda dziewczyna może mieć w nosie, że ma wąsa pod nosem. Otóż może. Nie przeszkadza nawet zarost na brodzie.W niektórych przypadkach nawet ciężko było odgadnąć czy to płeć męska czy żeńska.Reasumując czułam się jak gwiazda:D Pech chciał,że jeden z pokemonów postanowił zadać mi pytanie. I co?...i g...chciało by się rzec."Pani"do mnie powiedział!!!Odwróciłam się odruchowo za siebie, bo może za mną jakaś pani stała.Nie stała:( Trochę się zaczęłam śmiać i odpowiedziałam,że "tak,pani jest ostatnia".Pokemon się speszył ale stanął grzecznie za mną.Ja mu dam pani!W kolejce stałam dwie godziny i dwadzieścia pięć minut.Już nawet nie chodzi o moje bolące nogi ,plecy ( w końcu stara jestem), ale ile można słuchać o procesorach, i innych dziwactwach i o problemie z zaliczeniem układów(bynajmniej nie chodziło o układy taneczne). Ucieszona w poczuciu dobrze spełnionej misja zabrałam swoje stare ciało do domu.Wieczorem niestety zrobiło mi się smutno, bo tak jakby nie nadaję się do związku. Popłakałam sobie troszkę, bo smutno mi się zrobiło.Ale ciiiiiichosza. Czasem każdemu się zdarzają smutne wieczory.
wtorek, 9 października 2007
piątek, 5 października 2007
Wycieczka do Tczewa
Wstałam dzisiaj przed pianiem koguta.Ciemno i zimno było.Ale obowiązki wzywały więc tuż po 6 rano wyszłam z domu. Słońce właśnie chyba jakoś wstawało. Świat wygląda zupełnie inaczej o tej porze. Potuptałam sobie na pociąg, który miał mnie zawieść do Tczewa, miejsca gdzie spełnić się miała przepowiednia o podpisanej płycie przez panią promotor.W pociągu tłoczno i zimno.Dwie panie na przeciwko dyskutowały o problemach z dzisiejszą młodzieżą. Panie były nauczycielkami.Więc tak jakby miały o czym gadać, a ja sobie po raz kolejny obiecuję,że jak będę miała swoje to będzie grzeczne i nie będzie groziło nauczycielom... Pani grubsza, która chyba nadciśnienie miała bo straszliwie czerwona na twarzy opowiadała jak to niemiłosiernie cierpiała w zeszłym roku na dwu dniowym wyjeździe na pieczonego dzika w dziczy.Oj wyjechałabym sobie teraz na taką dzicz...Pani chudzinka chyba też lubiła bywać w dziczy na dziku. Tak wnioskuje:)W końcu Tczew.Zakupiłam kawę w dworcowym barze. Większość zamawiała schabowe z ziemniakami albo buły z parówkami. Takie śniadanie odczuwałabym przez dwa dni. Kawa jest no to szukam przystanku i magicznego autobusu nr 3. Autobus był ale jeszcze biletu nie było więc pierwszy pojechał beze mnie. Bilet jest, kawa na moich spodniach jest, choć nie powinna - do prania.Nikt mnie tu nie zna przecież, nie ma się czym przejmować. Jak wsiadałam w Gdańsku do pociągu był 5 października, wsiadam do autobusu w Tczewie i chop siup siódmy mamy. W razie kontroli biletu liczę, że wszyscy na czerwonym papierku są dwa dni do przodu i w kupie siła,więc tym też się nie przejmuje. Dwie godziny łaziłam po mieście zanim uzyskałam podpis właściwej osoby. W między czasie doszłam do wniosku,że sygnalizacja świetlna u nas jest mniej irytująca. Bo jak się świeci zielone to słychać znośny dźwięk- przerywany. Otóż w Tczewie nie! Mijam te światła kilka razy i nie mogę się oprzeć wrażeniu,że słyszę długi nieprzerywany sygnał jaki wydaje przyrządzik medyczny informujący uprzejmie, że pacjent zszedł. Więc i ja sobie idę ale na dworzec bo znudziło mi się szlajanie po nieznanym terenie:)Praca magisterska złożona, ale niemiła młoda z dziekanatu oznajmiła z dziką( naprawdę bym pojechała na dzika) satysfakcją, że marnie to widzi bo nie zdąży się wygenerować raport z programu anty plagiatowego,że 14 dni i że tu coś nie tak i że ona to sama nie wie. Niech ona lepiej nie myśli tylko robi swoje. Nie zdenerwowała mnie. Zmartwiona natomiast pomyślałam,że ciepłej herbaty mi się chce. Idę do domu.
środa, 3 października 2007
" Nie jest pani kotkiem"
Myśłałam, że w tym wieku uświadamiać mnie nie trzeba. Otóż trzeba i nawet powinno:)Dzisiaj lekarz tak zwanego kontaktu pierwszego (nie wiedzieć czemu bo kontaktuję się z nim po raz któryś) powiedział mi "nie jest pani kotkiem". A to dziwne pomyślałam, bo przecież koteczkiem kiedyś nazwana zostałam ku zdziwieniu mojemu i moich towarzyszy. Fakt, że jestem mniej owłosiona ale żeby tak od razu pozbawiać mnie złudzeń. Człowiek pierwszego kontaktu miał rację, aż dziw bierze bo w końcu to facet. Nie żebym nie lubiła wszystkich facetów ale nie każdy nosi skarpetki w wesołe i rozchichotane bałwanki:)))
wtorek, 2 października 2007
...
Dzisiaj dzwonił jeden pan. Pomogłam mu bo lubię pomagać. Głos miał tak hipnotyzujący i sobie potem pomyśłałam, że wiele bym dała żeby taki głos mówił do mnie, tylko do mnie. Potem sobie wymyśliłam, że ów pan z pewnością miał żonę wspaniałą dzięki której tak optymistycznie patrzy nawet na nieprzyjemne sprawy. Ależ ona musi być szczęśliwa słuchając jak mówi tym swoim głosem, że ją kocha i że słońcem jest jego. Napewno nie musi wyłapywać pojedyńczych słów, chwil, które mogły by dać jej nadzieję. Myślę, że nadzei mieć nie musi. Ma pewność?Ktokolwiek ją ma?Szczerze wątpię... Spojrzałam dzisiaj na swoje odbicie w lustrze. To już nie ja. Twarz jakaś za chuda i zmęczona.I wiecie co?Chuda, zmęczona i smutna ale ładna i z dużym sercem, które kochało i nie raz cierpiało. Ale kochać potrafi!I to jak- do zatracenia. Coś co kiedyś tyle radości dawało niedocenionej najwyraźniej dzisiaj każe płacić łzą za każdy beztroski uśmiech.Dzisiaj chyba nie zasnę...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)