czwartek, 31 stycznia 2008
Codziennie odkrywam w sobie coś nowego. Dzisiaj odkryłam na przykład to, że stałam się pracoholiczką.Przychodzą na 8 do pracy a ja już w stercie papierzysk od godzinki.Wychodzą o 16 a ide sobie zrobić kolejną kawę żeby jeszcze sobie popracować. Koleżanka, która też siedzi zazwyczaj dłużej zapytała się mnie czy zauważyłam, że jesteśmy pracoholiczkami.Nie zauważyłam.Nie chciałam się rozprawiać nad tematem, co do mnie tak jakby nie podobne.Bo co bym jej odpowiedziała?Że muszę czymś zająć głowę, że nie mogę pozwolić sobie na zbyt dużo wolnego czasu. Czasu wolnego zostaje akurat tyle,żeby pozałatwiać jakieś sprawy mniej lub bardziej pilne, jakieś krótkie spotkania żebym się w odluda nie zamieniła. Nie mam nawet czasu obejrzeć ponoć dobrej polskiej komedii, która leży sobie na półce od początku tygodnia.Siedziałabym w pracy jeszcze dłużej, gdyby mi pozwolili.Na szczęście trzeba wspomóc inny dział, więc plany na sobote już mam- praca. Na wieczór też coś sobie wymyśle.I tak to z mojego 40 godzinnego czasu pracy ten tydzień zamienia się na 56 godzinny.Przyjdzie czas żeby odpocząć.Zaległy urlop miał być przeznaczony na narty z Niezgódką,ale w związku z rozpadem związku przeznacze go na dochodzenie do siebie po nadmiarze pracy w terminie późniejszym.Kto wie, może nawet gdzieś pojade...W końcu kasiora będzie.Za darmo tam nie siedzę:)
wtorek, 29 stycznia 2008
Niby wszystko układa się tak jak powinno.Znalazłam przytulną i piękną kawalerkę na nowym osiedlu.Cieszyłam się jak dziecko do momentu, w którym powiedziałam moim najbliższym o wyprowadzce.To jest w tym wszystkim najbardziej przykre,że zamiast wspierać i motywować dołują i zmiechęcają.Właśnie dlatego o wszystkim powiedziałam kiedy mieszkanie było już zaklepane.Nie wiem na jak długo starczy mi sił aby samotnie stawiać czoła wszystkim przeciwnościom i bronić marzeń.Póki co nie zwątpiłam i podejmuje kolejne kroki w drodze do szczęścia.Ale do cholery gdzie są wszyscy przyjaciele??????Gdzie Ci, którzy cieszą się ze szczęścia najbliższych a nie tylko poklepują po plecach wtedy kiedy jest źle.Moje plecy mało klepane bo sama jakoś daje sobie rade i nie wiem jak to się stało ale zamknęłam w sobie to co najważniejsze i chyba nikt nie wie.Mam teraz cel i czy się to komuś podoba czy nie- nie zrezygnuje!Po raz pierwszy od tak długiego czasu mam plan na życie.Może nie jest dopracowany w stu procentach i nie jest to plan dziesięcioletni ale jest.Chociaż sama jak palec i czasem łzy cisną się na oczy nie poddam się, bo nie ma powodu dla którego miałabym się odwrócić za siebie.Wynocha sentymenty- to jest mój czas!!!!!!!!!!!!!
sobota, 26 stycznia 2008
Aneksik
W piątek zostałam poproszona do kierownika. Człowiek najbardziej się cieszy z niespodziewanych miłych chwil.Podpisałam aneks z podwyżką:)))Jakże pozytywnie mnie zdziwiła mnie ta cyfra.Zapomniałam się i chwyciłam telefon żeby mu powiedzieć.W porę się opamiętałam. Czemu miałby się ucieszyć. Nawet jeśli to co z tego. Odłożyłam telefon i cieszyłam się w ciszy.W marcu podwyżki inflacyjne:) Ale ja i tak rozglądam się dalej. Szukam swojego miejsca w życiu:)Kiedyś może znajde.
Nie wszyscy lubią orchidee.
Radzę sobie całkiem dobrze, bo ostatnia sytuacja otworzyła mi oczy. Zupełnie tak jakby ktoś mnie chwycił za ramiona i potrząsnął tak silnie, że prawie nie połamał kości. Przepełnił mnie żal. Zapełniam sobie grafik spotkaniami, sprawami, które odkładałam, bo zawsze było coś ważniejszego do roboty.Tylko po to,żeby nie myśleć. Ale jak tu nie myśleć, kiedy ktoś siada i mówi, że jestem jak orchidea i sypie jak z rękawa porównaniami. Siedziałam, słuchałam, patrzyłam i znowu pojawił się żal. Nie wszyscy lubią orchidee. Dzisiaj jest sobota. Pamiętam leniuchowanie i jajecznice z pomidorem i cebulą. To by było na tyle, może następnym razem będzie bardziej optymistycznie.
środa, 23 stycznia 2008
Lubię...
Postanowiłam zrobić sobie listę rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Co ja lubię robić?...hmm, niech pomyślę. O! Lubię myśleć sobie i zachwycać się różnicami między ludźmi. Lubię chodzić w tłumie i podziwiać różnorodność twarzy. Każdy jest inny. Lubię patrzeć jak pada śnieg. Fajnie jest tak sobie usiąść na parapecie i sobie pomilczeć.Lubię zasypiać przy muzyce ze słuchawkami na uszach. Lubię zbierać szyszki, bo są piękne. Lubię puszczać kaczki, choć na morskich falach nie wychodzą za dobrze:) Uwielbiam morze.Wspaniale jest położyć się na piasku, patrzeć w błękitne niebo, obserwować ptaki, bądź wymyślać co przypomina mi duża puchata chmura i słuchać szumu fal. Lubię watę cukrową, mimo ufaflunionych potem paluchów.Lubię chodzić latem boso po mięciutkiej, zielonej trawce, pod warunkiem, że w pobliżu nie spaskudził się jakiś czworonog. Przepadam za widokiem wyskokich skalistych gór. Uwielbiam chodzić na sopocki hipodrom. Wyciszam się tam. Czasem siadam na ławce i patrze na konie, a czasem pakuje się do stajni i zazwyczaj mnie nikt nie wyprasza:P Wczoraj jak byłam to jeden taki sobie mnie uparzył i mnie skubał i obślinił mi kurtkę. Wracam na nauke jazdy konnej i strasznie sie cieszę.Lubię jeszcze po ciężkim dniu wsunąć się pod koc i poczytać jakąś pozytywną książke.Lubie gotować, jeśli mam dla kogo. Teraz sobie nie pogotuje niestety :) Lubiłam patrzeć jak Mesia śpi, bądź walczy ze znalezionym w kącie papierkiem. Jest wiele pierdół, które lubię robić. Ale przede wszystkim lubię czuć się silna i nie zapominać, że będzie dobrze. Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze...
niedziela, 20 stycznia 2008
Dzień mija za dniem. Uczę się sama zasypiać, znajduje każdą najmniejszą pierdołę aby się śmiać. Bo niby czemu miało by nie być mi dobrze. Wszystko zależy ode mnie i nie tylko teraz ale zawsze tak było. Niestety czasem o tym zapominam i jak to ktoś ładnie określił ogarnia mnie "taka mała wewnętrzna beznadzieja":) Wszystko u mnie zmienia się jak w kalejdoskopie. Czasem za tym nie nadążam. Ale jestem dzielna... zawsze byłam. Muszę tylko pamiętać o tym co ważne. Używam nadludzkich sił żeby nie rozmyślać. Ale przykre jest to, że ja taka wygadana nie potrafiłam kiedyś komuś mówić tego co ważne, tylko snułam swoje niekończące się opowieści.Powtarzam sobie, że ten stan w końcu minie i nie bedę się już odwracać za siebie, że przeszłość zostanie tam gdzie jej miejsce, czyli gdzieś w kącie i powoli będzie pokrywał ją kurz i mimo, że lubie porządek nie podejmę się już sprzątania tego, czego posprzątać się nie da. Nie ma takiego detergentu, którym można by to zmyć. Nawet płyn zwany miłością nie jest wystarczająco silny na ten bałagan. Siedzę sobie sama w dużym pustym domu, zjadłam ekologiczne parówki i pracuje nad prezentacją, która otworzy mi drogę do lepszego życia, w którym nie ma czasu na rozmyślania i przygnębienie. Ale i tak idzie mi rewelacyjnie bo jak ktoś mnie pyta co tam u ukochanego a ja na to, że ukochany sobie poszedł słyszę, że mnie podziwiają, że tak dzielnie się trzymam. Może minęłam się z powołaniem i powinnam zdawać do szkoły aktorskiej :) Szkoda, że nie jest tak łatwo oszukać samą siebie...będzie dobrze...
http://zabek72.wrzuta.pl/audio/ydDk34f3JN/czeslaw_niemen_-_wiem_ze_nie_wrocisz
http://zabek72.wrzuta.pl/audio/ydDk34f3JN/czeslaw_niemen_-_wiem_ze_nie_wrocisz
czwartek, 10 stycznia 2008
Głód w Afryce a ułożone życie me
Dzisiaj siedziałam z bratem w kuchni i weszła małżonka brata mego zadając mu proste pytanie "a co robisz?" Odpowiedziałam ja, że zastanawia się dlaczego jego siostra sobie życia ułożyć nie może. Głupią minę zrobił i powiedział śmiało,że zastanawia się nad problemami, które można rozwiązać, czyli np głód w Afryce...No cóż..nic dodać..nic ująć. Nadal mi smutno...
wtorek, 8 stycznia 2008
Będzie mi przez jakiś czas smuto :(((
Zarzucono mi niedawno,że na moim blogu w każdym kącie czai się smutek.Ależ owszem,ponieważ ten blog jest po to żebym wylewała tu swoje łzy.I robie to dla siebie, żeby mi ulżyło.No i dzisiaj będzie bardzo smutno:( Znowu zaczynam nowe życie.No niby zabrzmiało pozytywnie ale jednak jakoś teraz pozytywnej strony sytuacji znaleźć nie mogę.No bo jak tu się cieszyć kiedy ktoś kogo się kocha odchodzi a ja muszę znaleźć nowe mieszkanie i nowe miejsce w życiu.Serce mi pęka i nie wiem co dalej. Po jakim czasie przestaje się płakać, po jakim czasie mija miłość, po jakim czasie przestaje boleć?Różnie z tym bywało.Jak będzie tym razem..nie wiem..nic już nie wiem..
http://pl.youtube.com/watch?v=JVRt8Bx7JDY
http://pl.youtube.com/watch?v=JVRt8Bx7JDY
niedziela, 6 stycznia 2008
Złote myśli z....:)
Właśnie widziałam dzięcioła, a nawet dwa.Ostatni raz widziałam takiego ptaszka jako dziecko wiec tym bardziej widok mnie ucieszył.No ale nieważne.Chodzi o to żeby z pierdół się cieszyć. Nowy rok przyniósł nowe postanowienia, o których nie wspomnę,żeby potem głupio nie było jak nie wyjdzie.Jeśli się uda będę szczęśliwsza:))))Teraz siedzę sobie spokojnie w niedzielne popołudnie patrzę sobie jak za oknem pada gęsty śnieg,sroka siedzi na drzewie a dziki ryją w ziemi. Mesia ułożyła się na moich kolanach i cichutko mruczy... Miodzio:)Siedzę i rozmyślam o pierwszym tygodniu nowego roku i zdecydowanie zaliczam go do tych udanych. Jeśli chodzi o sylwestra to miałam siłę, miałam moc, wytrzymałam całą noc:) Naprawdę miło spędzony czas. W piątek tez postanowiłam wyjść "do ludzi" :) No to poszłam standardowo sobie pośpiewać na karaoke. Noc jeszcze była młoda, więc udalismy się jeszcze potańczyć.Wstydu się najadłam gdy ochroniarz przekopywał moją torebkę w poszukiwaniu noży, kastetów i wszelkiego sprzętu, którym można zasiać w klubie zamęt.Nie powiem dokładnie co w mej torebce się znajdowało, ale w każdym bądź razie wszystko co kobiecie kiedykolwiek mogłoby być potrzebne. Ochroniarz się tylko uśmiechnął a na moją listę trafiło kolejne postanowienie noworoczne - zrobić porządek w torebce i to czego nie powinni oglądać inni skutecznie zakamuflować :) Miłej niedzieli życzę. Jeja
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)