środa, 28 listopada 2007

Mesia cierpi :((((((((((((((((((((((((((((

Dnia wczorajszego parszywego Mesia została poddana sterylizacji.Stresująca dla kota podróż samochodem to pikuś przy tym co miała potem.Poszła spać i pan doktor wziął ją ze sobą.No i Mesia ma kuku.Serce mi pęka jak na nią patrzę.Człowiek mógłby się chociaż poskarżyć, ponarzekać.Ona czasem sobie miauknie żałośnie a ja znowu czuję się winna.Egoistka ze mnie.Sama chcę się kiedyś cieszyć macierzyństwem a jej zabrałam taką szanse.Bidulka dzielnie wszystko znosi ale widzę, że cierpi, bo kto by nie cierpiał gdyby nagle był lżejszy o parę jajników i macicę( o płci pięknej mowa:) )Mogę pisać co chcę więc nie będę owijać w bawełnę.Zmieniłam zdanie w dniu dzisiejszym o koło godziny 7:20 na temat koleżanki, która słysząc że zastanawiałam się w nocy czy nie podać tabletki przeciw bólowej, którą doktor dał nam na wypadek gdyby mocno cierpiała.Usłyszałam,że jestem bardzo zabawna że się tak przejmuję i że to tylko zwierze.Po czym dodała,że w warunkach naturalnych zwierzęta same wylizują się z ran i że nie powinnam ingerować.Zamurowało mnie.Koleżanka przyznała mi rację,że w warunkach naturalnych nie znalazła by się taka, co by do doktora zawiozła i wycięła to i tamto.Skoro i tak ingeruję w naturę to powinnam zapewnić jak najmniej bolesny powrót do formy zwierzaka. Skończyłyśmy rozmowę w porę,bo żadna z nas nie chciała kłótni.Ale pozostał mi niesmak po jej słowach,że to tylko zwierzę i czym ja się przejmuję.Otóż przejmuję się tym,że przeze mnie jest smutna i ją boli. Wiem,że to zwierzę, ale pokochałam ją i nie wyobrażam sobie,że już nie wskakiwała by mi na plecy jak myję zęby:) Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność momenty, w których ten "tylko kot" sprawiał że dzień jest lepszy.Smutno mi bo ona jest smutna. W sumie to od kilku dni jakiś dołek mnie dopadł. Nawet sny mam mało przyjemne. Nie lubię tak się nad sobą użalać, ale mam wrażenie że co niektórzy nawet nie zauważyli by mojego zniknięcia. Tak sobie czasem siedzę i myślę,że do cholery powinnam wzbogacać swoim bogactwem Niezgódkę. A może moim bogactwem jest tylko za duża empatia i szukanie problemów tam gdzie ich nie ma?Obiecuję samej sobie założyć różowe okulary,ale dopiero jutro.Dzisiaj słońce przysłoniło chmury...

niedziela, 25 listopada 2007

Tradycyjnie zdjęcia modelki Mecedes:)



Wielkie polowanie na małą muchę













Mesia odpoczywa

Nadeszła pora na "Pora umierać"

Wczorajszy wieczór mogę zaliczyć do tych interesujących.Wyciągnęłam znajomych do kina.Bardzo chciałam zobaczyć "Pora umierać"więc gdy nadarzyła się okazja wyjścia od razu to zaproponowałam.Przed filmem śmiechu było co nie miara.Kino małe ze zwykłymi fotelami złożonymi z dwóch poduch.Gdy za bardzo człowiek tyłkiem ruszył poduszki się rozjeżdżały i tyłek wpadał w dziurę i siedział na twardej desce:)No nic.Na sali byliśmy jako jedni z pierwszych.Mała sala w końcu zapełniła się a my byliśmy najmłodsi.Średnia wieku gdyby nie my była by 70 lat.My znacznie tą granicę obniżaliśmy:)Pocieszające,że dziadki w tym wieku chodzą do kina.Film się trochę opóźnił bo musieliśmy poczekać aż wszyscy, którzy zakupili bilet wdrapią się na ostatnie piętro, co dla niektórych z pewnością nie było proste.Zniecierpliwiona koleżanka rozglądając sie po sali i widząc jak dziadki wyciągają z woreczków przyniesiony prowiant szeleszcząc niemiłosiernie zapytała z niepewną miną czyj to był pomysł żeby tu przyjść.Dumnie przyznałam,że mój bo byłam pewna,że film jest wart wszelkich niewygód dla naszych młodych kości:) W końcu seans się rozpoczął.Spędziłam ten czas śmiejąc się, wzruszając, poprawiając rozsuwające się poduchy fotela, jeszcze raz się śmiejąc i dwa razy więcej wzruszając:)Gorąco polecam! Potem poszliśmy na małe piwko i przez 2 godziny wałkowaliśmy jeden drażliwy temat.Zdążyliśmy się dwa razy pokłócić, trzy razy pogodzić jak zawsze.Jesteśmy tak różni a już tyle lat udaje nam się jakoś dochodzić do porozumienia.Dziś rano wstałam z ciężką głową.Udałam się z Niegódką na basen.Pięknie jest tak po stresie całego tygodnia popływać, potem pomoczyć się w bąblach i wygrzać w saunie.Najbardziej zależało mi na saunie.Muszę wzmacniać odporność swojego organizmu żeby jakoś zimę przetrwać.Nie pamiętam zimy bez antybiotyku.Może tym razem się uda:)Trzymać kciuki:)

http://film.onet.pl/zwiastuny/11044,2657933,267,filmy.html

środa, 21 listopada 2007

Ktoś mi ukradł dobry nastrój:)

Wczoraj wieczorem mgła przykryła miasto, a razem z miastem mnie i mój dobry nastrój.Nie wiem gdzie sie podział.Wstałam dzisiaj lewą nogą a nawet zastanawiałam się czy obie nie są lewe i nie stanęłam na obie na raz.No nieważne.W każdym bądź razie dzień był nie najlepszy. Pomijam fakt, że wszyscy w robocie kichają, prychają, kaszlą bez kulturalnego zakrycia otworu gębowego.Z tego powodu denerwowałam się w zeszłym tygodniu.Pomijam fakt, że ludzie są opryskliwi, krzyczą i wylewają na innych gorzkie żale.A niech wylewają.Tych ważniejszych posłucham i może nawet się przejmę. Chodzi o to,że brakuje mi słońca, od którego jestem uzależniona. Pragnę optymizmu, brak stanu pod gorączkowego i bólu gardła.Dajcie mi słońca i uśmiechu i żeby klienci nie wyzywali mnie od lichwiarskiej pani i posłuchali przez chwile nie drąc papy i żeby czytali umowy przed podpisaniem.A jak już przeczytają niech pytają jak nie rozumieją.Och...ciężkie życie gwiazdy.Jutro mam nadzieję,że będzie słonecznie bo na to że będzie ciepło już nie liczę.Zarzucę sobie coś na przeziębienie, pójdę spać a jutro pewnie i tak będzie to samo.:)I żebym jutro nie spotkała przed blokiem tych dwóch dzików, co dzisiaj. Nie wiadomo skąd się pojawiły.To znaczy wiem, że z lasu ale nie spodziewałam się ich tam przed 17tą.Z tacji tego,że szybciej ciemno się robi głupie wychodzą i ludzi straszą.No i przestraszyły w dniu dzisiejszym także mnie.Do klatki chciałam wejść a tu nagle dwa metry przede mną coś stoi- sztuk 2.Stoi i się patrzy.To i ja stanęłam i też się patrzę.Patrzę i zastanawiam się czy zawał dostane teraz czy dopiero za moment. Matko jedyna ja nie chce umierać!:) Ani na zawał ani pożarta przez dzika.Przez chwilę myślałam,że to psy.Nie dowidzę z bliska bez okularów, tym bardziej w ciemności.Ale potem mi przyszło do głowy,że za duże są nawet jak na owczarka niemieckiego:)Gdy wrócił wzrok i zdrowy rozsądek powolutku udałam się w stronę klatki schodowej a one wróciły do rycia w trawie.Przez 15 minut jeszcze mi się ręce trzęsły.Bo ja to w sumie jakoś nieswojo czuję się 2 metry od dwóch dzików, z których każdy waży 3 razy tyle co ja. To pewnie te same mendy, które o 3 nad razem spotkałam jak z imprezy wracałam.W sumie jest ich w tym lesie około dwudziestu i mało różnią sie od siebie, więc ciężko stwierdzić.Przez te świnie nerwicy się nabawię...:(

niedziela, 18 listopada 2007

Złote myśli z ...pięknego umysłu:)

Ostatnio mam nawet dobry nastrój i pewnie dlatego że o tym wspomniałam dzisiaj coś się niemiłego stanie:)Nie rozumiem tego ale zauważyłam zależność, że jak ktoś sie pyta co u mnie a ja śmiało powiem,że super to jeszcze tego samego dnia super zamienia się w wielką kichę.Tak samo się dzieje jak śmieje się do łez.Kilka godzin później lecą mi łzy ale żalu i rozpaczy.O szczęściu należy milczeć:)No ale ja ogólnie dużo mówię i niewiele pomijam w swoich wypowiedziach z zaprzyjaźnionymi.Jak już wspomniałam o zaprzyjaźnionych to wczoraj próbowano mi wmówić że nowa znajomość internetowa z Poznaniem (ponoć ładne miasto :p)jest pewnie płci męskiej i ma 50 lat. Mówiąc w skrócie zasiano w mym umyśle lęk,że po drugiej stronie siedzi brzydki i parchaty dziad i ma ubaw po śmierdzące i zarośnięte pachy karmiąc się moją naiwnością.Po krótkim zastanowieniu stwierdziłam,że to niemożliwe ponieważ znaczyło by to że skoro mam tak wiele wspólnego z tą osobą to też jestem płci brzydkiej, mam co najmniej 50tkę na karku i wykorzystuję naiwność młodej i pięknej nieświadomej niczego internautki. Otóż może i trochę naiwna jestem, co czasem może okazać się wadą ale jakże wadą może być młody wiek, niczego sobie ciałko i jakże piękny i skomplikowany umysł.Znam takich(czyli wszystkich facetów)którzy uważają,że skomplikowany umysł kobiecy jest przede wszystkim wadą i nijak zaletą nawet po kilku godzinnych rozmyślaniach nazwać nie można.Napisałabym coś jeszcze ale wyjdę na feministkę a takową nie jestem. Z wami mężczyznami czasem źle ale bez was jeszcze gorzej. Niezgódka o Tobie mowa. Dziękuję za uwagę:)idę sprzątać.

czwartek, 15 listopada 2007

Mama Wandzia jedzie windzią :D

Wczorajszy wieczór był bardzo udany:))Dawno się tak dobrze nie bawiłam.Udaliśmy się na kabaret Hrabi.Ubaw bo pachy.Uwielbiam ich.Miejsca może mieliśmy mówiąc delikatnie średnie i ja jako mała ale zwinna istotka musiałam się trochę nagimnastykować aby z ostatniego rzędu widzieć dobrze.Ale nic nie było w stanie popsuć mi zabawy:))))Potem trochę plotek i suchych faktów przy piwku.Fantastiko!!!!Oby więcej takich chwil.Wszystkim gorąco polecam a oto moje ulubione "mama Wandzia jedzie windzią":))))))))))))))))))))))))))))))))
http://www.kabarety.tworzymyhistorie.pl/053_hrabi_kobieta.php

poniedziałek, 12 listopada 2007


Taaakie piękne kwiatki dostałam...i Mesi się też bardzo spodobały:)))))

sobota, 10 listopada 2007

Faken sziten tak jakby

Mam kryzys.Coś w co wierzyłam tyle czasu rozsypuje się jak domek z kart.Świat mnie zmienia nieodwracalnie.Okrutnie pozbywa mnie naiwności.To już nie była kłótnia- to była walka.I coś we mnie pękło.Pamiętam w szkole na języku polskim jak rozmawialiśmy o beznadziei, a dokładnie o słowach, które mogą przynieść ulgę komuś kto nie widzi w niczym sensu, czyli ogólnie kiszka i faken sziten.Z tego co pamiętam zostały przytoczone słowa Wisławy Szymborskiej" I to minie". Nic mi nie daje więcej nadziei, niż to że to minie.Coś w tym jest.To była bardzo mądra kobieta.A mówią,że człowiek głupi się rodzi i głupi umiera.
Trochę mi dziś smutno.Jestem zmęczona i cała obolała.Dzisiaj mam dzień na marudzenie.Wybaczyć:))))
http://pl.youtube.com/watch?v=U6PGrub3jUc

poniedziałek, 5 listopada 2007

Tragedia się stała:(Komp się spsuł!Taki brzydki kawał mi zrobił.Od jakiegoś czasu czułam,że coś jest nie tak.Zachowywał się jak stary facet, czyli ciężko dychał i śmierdział:)))Wiedziałam,że mi jakiś numer wykręci...Póki to jakoś sobie radzę:)Nie wymieniam na lepszy model:)ktoś mu wymieni coś i bedzie fajnie ponoć i ja komuś jestem bardzo ale to przeraźliwie bardzo wdzięczna,że reanimuje mojego przyjaciela:) Tak poza tym to dzień miałam dość okropny.Od pierwszej minuty pracy sami niezadowoleni ludzie, aż się chciało coś odpyskować!!!Ochh jak się chciało ale się nie mogło.Klient nasz pan:/Niezupełnie się z tym zgadzam a szczególnie jak się słyszy ,że"wie pani jeden zostaje księdzem, druga zostaje ku...wą a trzeci zostaje bankowcem i tego trzeciego nikomu nie życzę"No luuuuudzie.Ręce opadają i taki jeszcze na koniec doda,że godność to on ma.Apeluję o więcej kultury i zrozumienia, bo bankowiec też człowiek:)Kilka rozmów podniosło mi dziś ciśnienie.Ale wiedziałam,że wrócę do domu Mesia pięknie mnie przywita mrucząc do ucha.I pomysł na obiad był dzisiaj udany.Wiedziałam,że zalegnę na kanapie, otworzę gazetę i będę szukać nowej pracy.Nie wiedziałam,że na kilkanaście stron makulatury znajdę tylko 5 cm na 5 cm,które mnie choć trochę zachęci.Oferta zachęciła, ale fakt że była w swym zachęcaniu ofertą osamotnioną zniechęcił.Masło maślane, czyli dzień jak codzień.A jutro znowu to samo. God bless us:)

czwartek, 1 listopada 2007

Cierp cialo jak się chciało

Mam za swoje...tańców mi się zachciało do białego rana i piwa.Cierp ciało jak się chciało powiadał mój tatuś.Więc cierpię.Głowa mi pęka,miauczenie Mesi jest drażniące jak nigdy dotąd.Chodzi i wydaje z siebie podejrzane odgłosy mimo,że zebrałam w sobie siły i po powrocie z szurania bucikiem po parkiecie nad ranem dałam jej jeść bo ktoś obiecał ale zapomniał i miska była pusta.Nie skarżę się ale mogłaby po prostu pójść spać:)Wstałam za późno (według rodziny bo jak dla mnie to przed 15 jest za wcześnie) i muszę sama na cmentarz popitalać, czeka mnie długa droga w korkach z moherami w autobusie.Zawsze 1 listopada mam dzień zadumy.Mimo że czaszka pęka dumam i tak jak co roku towarzyszy mi dziwny nie do opisania nastrój.