Wczorajszy wieczór mogę zaliczyć do tych interesujących.Wyciągnęłam znajomych do kina.Bardzo chciałam zobaczyć "Pora umierać"więc gdy nadarzyła się okazja wyjścia od razu to zaproponowałam.Przed filmem śmiechu było co nie miara.Kino małe ze zwykłymi fotelami złożonymi z dwóch poduch.Gdy za bardzo człowiek tyłkiem ruszył poduszki się rozjeżdżały i tyłek wpadał w dziurę i siedział na twardej desce:)No nic.Na sali byliśmy jako jedni z pierwszych.Mała sala w końcu zapełniła się a my byliśmy najmłodsi.Średnia wieku gdyby nie my była by 70 lat.My znacznie tą granicę obniżaliśmy:)Pocieszające,że dziadki w tym wieku chodzą do kina.Film się trochę opóźnił bo musieliśmy poczekać aż wszyscy, którzy zakupili bilet wdrapią się na ostatnie piętro, co dla niektórych z pewnością nie było proste.Zniecierpliwiona koleżanka rozglądając sie po sali i widząc jak dziadki wyciągają z woreczków przyniesiony prowiant szeleszcząc niemiłosiernie zapytała z niepewną miną czyj to był pomysł żeby tu przyjść.Dumnie przyznałam,że mój bo byłam pewna,że film jest wart wszelkich niewygód dla naszych młodych kości:) W końcu seans się rozpoczął.Spędziłam ten czas śmiejąc się, wzruszając, poprawiając rozsuwające się poduchy fotela, jeszcze raz się śmiejąc i dwa razy więcej wzruszając:)Gorąco polecam! Potem poszliśmy na małe piwko i przez 2 godziny wałkowaliśmy jeden drażliwy temat.Zdążyliśmy się dwa razy pokłócić, trzy razy pogodzić jak zawsze.Jesteśmy tak różni a już tyle lat udaje nam się jakoś dochodzić do porozumienia.Dziś rano wstałam z ciężką głową.Udałam się z Niegódką na basen.Pięknie jest tak po stresie całego tygodnia popływać, potem pomoczyć się w bąblach i wygrzać w saunie.Najbardziej zależało mi na saunie.Muszę wzmacniać odporność swojego organizmu żeby jakoś zimę przetrwać.Nie pamiętam zimy bez antybiotyku.Może tym razem się uda:)Trzymać kciuki:)
http://film.onet.pl/zwiastuny/11044,2657933,267,filmy.html
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz