wtorek, 25 grudnia 2007



Tak na poprawienie humoru oczywiście mojego mała dawka Mesi. Oczywiście dzielnie pomagała mi pakować prezenty chowając się w reklamówce i zabierając kokardki.Potem odpoczywała na swoim nowym wygodnym łóżeczku.Fisia mam na jej punkcie.Jak już mieć zryty berecik to na całego:)

czwartek, 20 grudnia 2007

Padam na (. )( .) ...oczy

Chyba się przepracowałam:( Od kilku dni czuję się parszywie, czaszkę mi rozsadza i od tego wszystkiego wiecznie mnie mdli. Niestety jestem uparta i dzielnie od miesiąca wstawałam o 5:30 a wracałam o 18 żeby zarobić kilka złotych więcej. A potem jeszcze zawsze gdzieś trzeba było pędzić. Dzisiaj zrobiłam na przekór samej sobie i nadgodziny postanowiłam odpuścić.Niestety i tak obudziłam się o tej cholernej 5:30 i zasnąć nie mogłam.W drodze do pracy zastanawiałam się czy przewrócę się teraz zaraz czy dopiero za chwilę. Nic mi nie jest a stan podgorączkowy mnie nie opuszcza,więc to ja postanowiłam ten stan opuścić i tylko jak pozbyłam się odzienia w postaci kurtki uderzyłam do przełożonej z gorącą prośbą o jeden dzień wolny.Co prawda urlopu mam jeszcze 8 dni ale grudzień jest zawsze miesiącem zaległości więc zrobiłam proszącą i wymęczoną minkę.Przełożona zajrzała w swój magiczny kajecik, podrapała się po głowie i takim to sposobem mam jutro dzień byczenia się.Pewnie tylko teoretycznie bo będę musiała w końcu wziąć się za porządki.Moja radość jest tym większa że ominie mnie wigilia działowa.Nie to żebym była aspołeczna ale jakoś nie bawi mnie fałszywe składanie życzeń.Co roku muszę się powstrzymywać żeby nie powiedzieć co niektórym,że życzę mniej skwaszonej gęby na co dzień i częstszego używania mydła i dezodorantu. Chyba bym miała przekichane i wymusiło by to na mnie szybszą zmianę pracy...a może to jest właśnie sposób :)No ale za późno. Jutro zostaję w domu i mam nadzieję ze śpię co najmniej do 9.A dzisiaj poleżę sobie pod kocykiem i poczytam książkę.Wypożyczyłam sobie cztery więc będzie miło:) Czas pomyśleć o sobie i zacząć odpoczywać.Może nawet zakupie jutro jakieś witaminy.Może świat nie będzie wirował a ziemia uciekała spod nóg. No to pa pa:)

niedziela, 9 grudnia 2007

Ach, jak mi smutno!

Zawsze kiedy przyznam się głośno,że jestem szczęśliwa coś się musi spieprzyć! I nie budzę się już z uśmiechem na twarzy, bo jak się uśmiechać kiedy widzi się opuchniętą od wycia twarz, a usłyszane przykre słowa rozwalają łeb.Jestem zła, strasznie zła. I cholernie mi przykro,że nie możemy się pokłócić jak normalni ludzie a potem buzi na zgodę i dzień mija pogodnie. Zawsze kończy się wielkim kopniakiem.I to się chyba nigdy nie zmieni.W momencie kiedy człowiekiem kieruje duma nie ma szans. A może naprawdę nie ma już tu dla mnie miejsca.Dzisiaj mam doła i daleka jestem od pozytywnych myśli. Chyba będzie mu beze mnie lepiej.Dobrze,że chociaż tutaj mogę sobie popłakać bo w realnym życiu nie ma miejsca dla zbyt wrażliwych. Masz miękkie serce, miej twardą dupę. Mam jędrną ale nie twardą, więc każdy kopniak boli. No i zaczął się kolejny zakichany dzień...

Ach, jak mi smutno!Mój anioł mnie rzucił
W daleki odbiegł świat,
I próżno wzywam, ażeby mi zwrócił
Zabrany marzeń kwiat.
Ach, jak mi smutno!Cień mnie już otacza,
Posępny grobu cień;
Serce się zrywa i rozpacza,
Szukając jasnych tchnień.
Ale na próżno uciszyć się lęka
I próżno przeszłość oskarża rozrzutną...
Cięży już nad nim niewidzialna ręka-
Ach, jak mi smutno!

A. Asnyk, Ach, jak mi smutno.

sobota, 8 grudnia 2007

To co mam...

Rozczarowałam się...Byłam na spotkaniu z ludźmi z liceum.Jak ogólnie wiadomo potral klasowy jest bardzo popularny.Zapisałam się również i ja.Fakt,że pojawiająca się tam gąbka informująca że jest jej za ciężko jest troszkę irytująca ale jakoś daję radę:) No i poszłam na spotkanie, na które oczywiście wszyscy na 100%.Pojawiło się 8 osób łącznie ze mną. Z dwoma osobami widuję się często więc się nie liczy, z czwórką nigdy nie miałam wspólnych tematów i to się nie zmieniło do dziś. Większość wieczoru przegadałam z kumpela kiedyś mi bliską . I ku mojej uciesze nie zmieniła się wiele.Nadal wesoła, nadal głośna:) i nadal zwariowana. Nasłuchałam się kto co ma i co będzie miał, jaką kupę robi które dziecko, a czy poród był bez komplikacji a że mąż dobrze zarabia, no i że sprzedają,że budują. Ta co nie ma męża to jeździ po świecie, tramwajem nie jeździ no bo po co, przecież są taksówki. Jak nauka jazdy na nartach to tylko z drogim instruktorem, bo ktoś kto nie ma papierka to na pewno nie wie co mówi. Siedziałam i słuchałam i chwilami robiło się bardzo żałośnie. Otóż sprawa wygląda następująco: mam 26 lat, nie mam męża, nie jestem nawet zaręczona, nie buduję domu, nie rodziłam, rodzić w najbliższym czasie zamiaru nie mam, byłam na nartach i moim instruktorem był mój chłopak ( pięęęknie było), najmniejszą kupę u nas robi Mesia, która tak jakby jest kotem i na szczęście nie muszę robić analizy zawartości kuwety, nie mam ani jednej hurtowni ale do jasnej cholery nie potrzebuję tego wszystkiego żeby być szczęśliwą.Mam Niezgódkę, mieszkamy sobie miłując się nawzajem,kłócąc się czasem zażarcie, na wakacje mogę jechać do Zakopanego i piszczę ze szczęścia bo uwielbiam góry. Nie potrzebuję Krety, chyba że kreta bo rury się czasem zapychają:) Ten kto uważa,że nie będąc żoną i matką w wieku 26 lat nie można budzić się rano z uśmiechem na twarzy niech spada na drzewo. Ja jestem szczęśliwa i kiedyś pojadę na Alaskę!:) O!!!
http://pl.youtube.com/watch?v=D3FIC_kSvT4

środa, 5 grudnia 2007

Bilans pierwszych dni grudnia:
Byłam na uroczystym rozdaniu dyplomów.Bieganie w todze i śmiesznej czapce, której nazwy nie mogę zapamiętać mam już za sobą.Fajnie było:)Kilka zdjęć na pamiątkę zostało zrobionych.Rodzice mają żal,że nie poinformowałam że chciałabym aby byli tam ze mną:/ Nie chciałam się narzucać wiedząc,że mają imprezę andrzejkową. Mały foch był, ale chyba już im przeszło.Dopiero dzisiaj wyjaśniona została sprawa nie otrzymania przeze mnie dyplomu w języku angielskim. Pani z dziekanatu obiecała poprawę:)
W pracy na zmianę wzloty i upadki. Korporacja obdarowała bonami i pierwszy raz postanowiłam nie rozdawać ich za bardzo tylko przeznaczyć na moje potrzeby.W rezultacie mam piękny nowy aparat cyfrowy, może nie najwyższych lotów ale za to mój:)Mimo,że brata mego lubię, nie lubię od niego nic pożyczać.Na szczęście zostało trochę bonów na obdarowanie a reszta czeka na "czarną godzinę". Korporacja również wręczyła świąteczne paczki,jako że ja słodyczy nie jadam Niezgódka się cieszy.Ja się cieszę z wina, bo zawsze korporacyjne jest pyszne- mocno wytrawne:) Nie mogę też nie wspomnieć,że na moim biureczku w pracy stoi od dnia wczorajszego nowiutki komputerek co chodzi jak burza i najbardziej płaski nie zajmujący dużo miejsca monitor.Klawiatura i myszka też była w zestawie:)No to się postarali muszę stwierdzić. Upadki me to praca od 7 do 17 nadal na dwa etaty jednocześnie. Żądza pieniądza się włączyła i zostaje na nadgodziny.Padam na (. )( .) ale mam wizję wypłaty dodatkowej kasy 10 stycznia więc wyciągnę ile się da, aż padnę i wyląduje na L4 i pensje mi obetną. Sensu nie ma ale cóż. Korporacyjny mały śmierdzący gnom jest coraz bardziej bezczelny i z trudem znoszę tą skrzywioną wiecznie gębę. Staram się nie słuchać ale jestem raczej z tych, co się przejmują wiec jak już usłyszę to sie przejmuję. Ale do wampirów mojej pozytywnej energii nigdy się nie przyzwyczaję i akceptować nie będę! Na całe szczęście oprócz troli jest kilka fajnych osób i cudnie jest się czasem włączyć na "prywatny" i uciąć ciekawą pogawędkę:)
Mikołaj do Niezgódki przyszedł już dziś. Mikołaj to ja i przyniosłam takiego ładnego pieska co siedzi z tyłu w samochodzie, patrzy na świat i kiwa głową przy każdym skręcie z zadowolenia:) Gdybym miała samochód to bym sobie też taką zabawkę sprawiła. Niezgódka też okazał się być mikołajem, który powiedział tylko "mam dla ciebie coś szklanego" nie zdradzając więcej szczegółów. Nie wiem skąd i nie wiem dlaczego przekonana byłam,że coś szklanego to jakiś piękny aniołek albo mikołaj, którego można sobie w pracy na komputer postawić żeby ładniej było. Okazało się,że aniołek był w ręku Niezgódki ale tylko przez chwilę, bo oddał pani stwierdzając,że to takie pospolite:/ No cóż. Prosiłam o coś do postawienia na komputer.Nie wiem co o mnie współpracownicy powiedzą jak jutro zobaczą tam- POPIELNICZKĘ... szklaną:) Podziękowałam i przyznałam rację,że zaskoczyć to mnie zaskoczył. Gdyby tak z okazji mikołajek odkurzył...:)Rozmarzyłam się:) Dziękuję za popielniczkę i dziękuje za uwagę:)Dobranoc