wtorek, 29 stycznia 2008
Niby wszystko układa się tak jak powinno.Znalazłam przytulną i piękną kawalerkę na nowym osiedlu.Cieszyłam się jak dziecko do momentu, w którym powiedziałam moim najbliższym o wyprowadzce.To jest w tym wszystkim najbardziej przykre,że zamiast wspierać i motywować dołują i zmiechęcają.Właśnie dlatego o wszystkim powiedziałam kiedy mieszkanie było już zaklepane.Nie wiem na jak długo starczy mi sił aby samotnie stawiać czoła wszystkim przeciwnościom i bronić marzeń.Póki co nie zwątpiłam i podejmuje kolejne kroki w drodze do szczęścia.Ale do cholery gdzie są wszyscy przyjaciele??????Gdzie Ci, którzy cieszą się ze szczęścia najbliższych a nie tylko poklepują po plecach wtedy kiedy jest źle.Moje plecy mało klepane bo sama jakoś daje sobie rade i nie wiem jak to się stało ale zamknęłam w sobie to co najważniejsze i chyba nikt nie wie.Mam teraz cel i czy się to komuś podoba czy nie- nie zrezygnuje!Po raz pierwszy od tak długiego czasu mam plan na życie.Może nie jest dopracowany w stu procentach i nie jest to plan dziesięcioletni ale jest.Chociaż sama jak palec i czasem łzy cisną się na oczy nie poddam się, bo nie ma powodu dla którego miałabym się odwrócić za siebie.Wynocha sentymenty- to jest mój czas!!!!!!!!!!!!!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
7 komentarzy:
i tak trzymac!
dumna z Ciebie jestem :))
Dziękuję..staram się jak umiem najmocniej,ale czasem jest ciężko strasznie samotnie.gorąco pozdrawiam:)))
eeeeee no to gratulacje, widze,że odważna z Ciebie babeczka. i tak trzymaj, przyjaciele sa a potem sie okazuje, że tylko byli... a Twoje plany są Twoje i miej z nich satysfakcje i oczekiwane zadwolenie. Swoja drogą przeprowadzka to ogromne wyzwanie i nie myslę tu o przenoszeniu gratów. Myślę, że dasz sobie radę, a przyjaciele... hm głupio im zazdrościć i udawać jednocześnie radośc;) powodzenia
Na myśl mi przyszło- może to odwaga, może naiwność.Jestem teraz na takim etapie życia,że nie mam nic do stracenia.Tym razem to ja zostane a ewentualnie ktoś spakuje manatki.Ale mam nadzieję że jak już się cos zacznie dziać w moim życiu nikt nie będzie musiał się pakować:)
Ja nie zastanawiałam się z Lubym i jak tylko nadarzyła się 1 okazja zamieszkaliśmy razem, dziś nie żałujemy, ani razu żadne sie nie pakowało, nawet moje zgubne nastroje nie są przeszkadą. Uważam, że MÓC to CHCIEĆ. zatem na nowe mieszkanie przesyłam wirtualnego anioła stróża ;) głowa do góry
U mnie chyba wszystko było przeszkodą,a przede wszystkim zmienne kobiece nastroje.Tym razem mam nadzieję że bedzie inaczej:)A anioł stróż się przyda..oj bardzo:)gorące pozdrowienia
Kocham Cię Mała i cieszę się jak cholera!!!!
Jestem dumna, że umiesz być tak twarda i odpowiedzialna!
Słyszałam ostatnio taką audycję radiową mówiącą o tym że czasem w życiu coś nie wychodzi, że sie chrzani i jest nie tak jak by się chciało... I była tam taka rada i odpowiedź, że należy patrzeć nie na siebie jako na siebie w tym wszystkim, tylko na to że teraz jestem właśnie w takiej sytuacji, ale za chwilę, za jakiś czas ją odmienię, że popracuję nad tym i za chwil ileś sytuacja w której się znajdę będzie wyglądała lepiej, bo ją w końcu poprawię.... Kiedy Ciebie dziś przeczytałam... Pomyślałam sobie, że mogłabyś wszystkim słuzyć za wzór prawidłowej postawy!
Brawo, tak trzymaj!
Ps
Czy ode mnie tez nie czujesz wsparcia?
Też Ci dowalam?
Jesli tak... To ja tak nie chce. Kocham Cie i zalezy mi na tym byś była szczesliwa zawsze
Buźka
Prześlij komentarz