Bilans pierwszych dni grudnia:
Byłam na uroczystym rozdaniu dyplomów.Bieganie w todze i śmiesznej czapce, której nazwy nie mogę zapamiętać mam już za sobą.Fajnie było:)Kilka zdjęć na pamiątkę zostało zrobionych.Rodzice mają żal,że nie poinformowałam że chciałabym aby byli tam ze mną:/ Nie chciałam się narzucać wiedząc,że mają imprezę andrzejkową. Mały foch był, ale chyba już im przeszło.Dopiero dzisiaj wyjaśniona została sprawa nie otrzymania przeze mnie dyplomu w języku angielskim. Pani z dziekanatu obiecała poprawę:)
W pracy na zmianę wzloty i upadki. Korporacja obdarowała bonami i pierwszy raz postanowiłam nie rozdawać ich za bardzo tylko przeznaczyć na moje potrzeby.W rezultacie mam piękny nowy aparat cyfrowy, może nie najwyższych lotów ale za to mój:)Mimo,że brata mego lubię, nie lubię od niego nic pożyczać.Na szczęście zostało trochę bonów na obdarowanie a reszta czeka na "czarną godzinę". Korporacja również wręczyła świąteczne paczki,jako że ja słodyczy nie jadam Niezgódka się cieszy.Ja się cieszę z wina, bo zawsze korporacyjne jest pyszne- mocno wytrawne:) Nie mogę też nie wspomnieć,że na moim biureczku w pracy stoi od dnia wczorajszego nowiutki komputerek co chodzi jak burza i najbardziej płaski nie zajmujący dużo miejsca monitor.Klawiatura i myszka też była w zestawie:)No to się postarali muszę stwierdzić. Upadki me to praca od 7 do 17 nadal na dwa etaty jednocześnie. Żądza pieniądza się włączyła i zostaje na nadgodziny.Padam na (. )( .) ale mam wizję wypłaty dodatkowej kasy 10 stycznia więc wyciągnę ile się da, aż padnę i wyląduje na L4 i pensje mi obetną. Sensu nie ma ale cóż. Korporacyjny mały śmierdzący gnom jest coraz bardziej bezczelny i z trudem znoszę tą skrzywioną wiecznie gębę. Staram się nie słuchać ale jestem raczej z tych, co się przejmują wiec jak już usłyszę to sie przejmuję. Ale do wampirów mojej pozytywnej energii nigdy się nie przyzwyczaję i akceptować nie będę! Na całe szczęście oprócz troli jest kilka fajnych osób i cudnie jest się czasem włączyć na "prywatny" i uciąć ciekawą pogawędkę:)
Mikołaj do Niezgódki przyszedł już dziś. Mikołaj to ja i przyniosłam takiego ładnego pieska co siedzi z tyłu w samochodzie, patrzy na świat i kiwa głową przy każdym skręcie z zadowolenia:) Gdybym miała samochód to bym sobie też taką zabawkę sprawiła. Niezgódka też okazał się być mikołajem, który powiedział tylko "mam dla ciebie coś szklanego" nie zdradzając więcej szczegółów. Nie wiem skąd i nie wiem dlaczego przekonana byłam,że coś szklanego to jakiś piękny aniołek albo mikołaj, którego można sobie w pracy na komputer postawić żeby ładniej było. Okazało się,że aniołek był w ręku Niezgódki ale tylko przez chwilę, bo oddał pani stwierdzając,że to takie pospolite:/ No cóż. Prosiłam o coś do postawienia na komputer.Nie wiem co o mnie współpracownicy powiedzą jak jutro zobaczą tam- POPIELNICZKĘ... szklaną:) Podziękowałam i przyznałam rację,że zaskoczyć to mnie zaskoczył. Gdyby tak z okazji mikołajek odkurzył...:)Rozmarzyłam się:) Dziękuję za popielniczkę i dziękuje za uwagę:)Dobranoc
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
popielniczka, prezent praktyczny i śliczny :)) nikt takiej z pewnością nie ma :))
ha! ciesz się droga z popielniczki. Mój powiediała kocham, ale nie zdąże nic kupić, ale i tak wiemy, kim jest mikołaj. TAK? oszty pomyslałam poszłam sobie kupić na pocieszenie nowiuskie czerwone kozaczki i wodę toaletową. OOOOOOOO myślę,że rachunek Go na uczy:D pozdrawiam
Żeby nie wyszło że ja niewdzięczna jestem:)Cieszę się:)Jeśli chodzi o kozaczki też bym się ucieszyła ale byłam wszędzie i o kozaczkach mogę pomarzyć bo mam za chudą łydkę:(Wyglądam jak w kaloszach..
Prześlij komentarz