wtorek, 25 grudnia 2007



Tak na poprawienie humoru oczywiście mojego mała dawka Mesi. Oczywiście dzielnie pomagała mi pakować prezenty chowając się w reklamówce i zabierając kokardki.Potem odpoczywała na swoim nowym wygodnym łóżeczku.Fisia mam na jej punkcie.Jak już mieć zryty berecik to na całego:)

czwartek, 20 grudnia 2007

Padam na (. )( .) ...oczy

Chyba się przepracowałam:( Od kilku dni czuję się parszywie, czaszkę mi rozsadza i od tego wszystkiego wiecznie mnie mdli. Niestety jestem uparta i dzielnie od miesiąca wstawałam o 5:30 a wracałam o 18 żeby zarobić kilka złotych więcej. A potem jeszcze zawsze gdzieś trzeba było pędzić. Dzisiaj zrobiłam na przekór samej sobie i nadgodziny postanowiłam odpuścić.Niestety i tak obudziłam się o tej cholernej 5:30 i zasnąć nie mogłam.W drodze do pracy zastanawiałam się czy przewrócę się teraz zaraz czy dopiero za chwilę. Nic mi nie jest a stan podgorączkowy mnie nie opuszcza,więc to ja postanowiłam ten stan opuścić i tylko jak pozbyłam się odzienia w postaci kurtki uderzyłam do przełożonej z gorącą prośbą o jeden dzień wolny.Co prawda urlopu mam jeszcze 8 dni ale grudzień jest zawsze miesiącem zaległości więc zrobiłam proszącą i wymęczoną minkę.Przełożona zajrzała w swój magiczny kajecik, podrapała się po głowie i takim to sposobem mam jutro dzień byczenia się.Pewnie tylko teoretycznie bo będę musiała w końcu wziąć się za porządki.Moja radość jest tym większa że ominie mnie wigilia działowa.Nie to żebym była aspołeczna ale jakoś nie bawi mnie fałszywe składanie życzeń.Co roku muszę się powstrzymywać żeby nie powiedzieć co niektórym,że życzę mniej skwaszonej gęby na co dzień i częstszego używania mydła i dezodorantu. Chyba bym miała przekichane i wymusiło by to na mnie szybszą zmianę pracy...a może to jest właśnie sposób :)No ale za późno. Jutro zostaję w domu i mam nadzieję ze śpię co najmniej do 9.A dzisiaj poleżę sobie pod kocykiem i poczytam książkę.Wypożyczyłam sobie cztery więc będzie miło:) Czas pomyśleć o sobie i zacząć odpoczywać.Może nawet zakupie jutro jakieś witaminy.Może świat nie będzie wirował a ziemia uciekała spod nóg. No to pa pa:)

niedziela, 9 grudnia 2007

Ach, jak mi smutno!

Zawsze kiedy przyznam się głośno,że jestem szczęśliwa coś się musi spieprzyć! I nie budzę się już z uśmiechem na twarzy, bo jak się uśmiechać kiedy widzi się opuchniętą od wycia twarz, a usłyszane przykre słowa rozwalają łeb.Jestem zła, strasznie zła. I cholernie mi przykro,że nie możemy się pokłócić jak normalni ludzie a potem buzi na zgodę i dzień mija pogodnie. Zawsze kończy się wielkim kopniakiem.I to się chyba nigdy nie zmieni.W momencie kiedy człowiekiem kieruje duma nie ma szans. A może naprawdę nie ma już tu dla mnie miejsca.Dzisiaj mam doła i daleka jestem od pozytywnych myśli. Chyba będzie mu beze mnie lepiej.Dobrze,że chociaż tutaj mogę sobie popłakać bo w realnym życiu nie ma miejsca dla zbyt wrażliwych. Masz miękkie serce, miej twardą dupę. Mam jędrną ale nie twardą, więc każdy kopniak boli. No i zaczął się kolejny zakichany dzień...

Ach, jak mi smutno!Mój anioł mnie rzucił
W daleki odbiegł świat,
I próżno wzywam, ażeby mi zwrócił
Zabrany marzeń kwiat.
Ach, jak mi smutno!Cień mnie już otacza,
Posępny grobu cień;
Serce się zrywa i rozpacza,
Szukając jasnych tchnień.
Ale na próżno uciszyć się lęka
I próżno przeszłość oskarża rozrzutną...
Cięży już nad nim niewidzialna ręka-
Ach, jak mi smutno!

A. Asnyk, Ach, jak mi smutno.

sobota, 8 grudnia 2007

To co mam...

Rozczarowałam się...Byłam na spotkaniu z ludźmi z liceum.Jak ogólnie wiadomo potral klasowy jest bardzo popularny.Zapisałam się również i ja.Fakt,że pojawiająca się tam gąbka informująca że jest jej za ciężko jest troszkę irytująca ale jakoś daję radę:) No i poszłam na spotkanie, na które oczywiście wszyscy na 100%.Pojawiło się 8 osób łącznie ze mną. Z dwoma osobami widuję się często więc się nie liczy, z czwórką nigdy nie miałam wspólnych tematów i to się nie zmieniło do dziś. Większość wieczoru przegadałam z kumpela kiedyś mi bliską . I ku mojej uciesze nie zmieniła się wiele.Nadal wesoła, nadal głośna:) i nadal zwariowana. Nasłuchałam się kto co ma i co będzie miał, jaką kupę robi które dziecko, a czy poród był bez komplikacji a że mąż dobrze zarabia, no i że sprzedają,że budują. Ta co nie ma męża to jeździ po świecie, tramwajem nie jeździ no bo po co, przecież są taksówki. Jak nauka jazdy na nartach to tylko z drogim instruktorem, bo ktoś kto nie ma papierka to na pewno nie wie co mówi. Siedziałam i słuchałam i chwilami robiło się bardzo żałośnie. Otóż sprawa wygląda następująco: mam 26 lat, nie mam męża, nie jestem nawet zaręczona, nie buduję domu, nie rodziłam, rodzić w najbliższym czasie zamiaru nie mam, byłam na nartach i moim instruktorem był mój chłopak ( pięęęknie było), najmniejszą kupę u nas robi Mesia, która tak jakby jest kotem i na szczęście nie muszę robić analizy zawartości kuwety, nie mam ani jednej hurtowni ale do jasnej cholery nie potrzebuję tego wszystkiego żeby być szczęśliwą.Mam Niezgódkę, mieszkamy sobie miłując się nawzajem,kłócąc się czasem zażarcie, na wakacje mogę jechać do Zakopanego i piszczę ze szczęścia bo uwielbiam góry. Nie potrzebuję Krety, chyba że kreta bo rury się czasem zapychają:) Ten kto uważa,że nie będąc żoną i matką w wieku 26 lat nie można budzić się rano z uśmiechem na twarzy niech spada na drzewo. Ja jestem szczęśliwa i kiedyś pojadę na Alaskę!:) O!!!
http://pl.youtube.com/watch?v=D3FIC_kSvT4

środa, 5 grudnia 2007

Bilans pierwszych dni grudnia:
Byłam na uroczystym rozdaniu dyplomów.Bieganie w todze i śmiesznej czapce, której nazwy nie mogę zapamiętać mam już za sobą.Fajnie było:)Kilka zdjęć na pamiątkę zostało zrobionych.Rodzice mają żal,że nie poinformowałam że chciałabym aby byli tam ze mną:/ Nie chciałam się narzucać wiedząc,że mają imprezę andrzejkową. Mały foch był, ale chyba już im przeszło.Dopiero dzisiaj wyjaśniona została sprawa nie otrzymania przeze mnie dyplomu w języku angielskim. Pani z dziekanatu obiecała poprawę:)
W pracy na zmianę wzloty i upadki. Korporacja obdarowała bonami i pierwszy raz postanowiłam nie rozdawać ich za bardzo tylko przeznaczyć na moje potrzeby.W rezultacie mam piękny nowy aparat cyfrowy, może nie najwyższych lotów ale za to mój:)Mimo,że brata mego lubię, nie lubię od niego nic pożyczać.Na szczęście zostało trochę bonów na obdarowanie a reszta czeka na "czarną godzinę". Korporacja również wręczyła świąteczne paczki,jako że ja słodyczy nie jadam Niezgódka się cieszy.Ja się cieszę z wina, bo zawsze korporacyjne jest pyszne- mocno wytrawne:) Nie mogę też nie wspomnieć,że na moim biureczku w pracy stoi od dnia wczorajszego nowiutki komputerek co chodzi jak burza i najbardziej płaski nie zajmujący dużo miejsca monitor.Klawiatura i myszka też była w zestawie:)No to się postarali muszę stwierdzić. Upadki me to praca od 7 do 17 nadal na dwa etaty jednocześnie. Żądza pieniądza się włączyła i zostaje na nadgodziny.Padam na (. )( .) ale mam wizję wypłaty dodatkowej kasy 10 stycznia więc wyciągnę ile się da, aż padnę i wyląduje na L4 i pensje mi obetną. Sensu nie ma ale cóż. Korporacyjny mały śmierdzący gnom jest coraz bardziej bezczelny i z trudem znoszę tą skrzywioną wiecznie gębę. Staram się nie słuchać ale jestem raczej z tych, co się przejmują wiec jak już usłyszę to sie przejmuję. Ale do wampirów mojej pozytywnej energii nigdy się nie przyzwyczaję i akceptować nie będę! Na całe szczęście oprócz troli jest kilka fajnych osób i cudnie jest się czasem włączyć na "prywatny" i uciąć ciekawą pogawędkę:)
Mikołaj do Niezgódki przyszedł już dziś. Mikołaj to ja i przyniosłam takiego ładnego pieska co siedzi z tyłu w samochodzie, patrzy na świat i kiwa głową przy każdym skręcie z zadowolenia:) Gdybym miała samochód to bym sobie też taką zabawkę sprawiła. Niezgódka też okazał się być mikołajem, który powiedział tylko "mam dla ciebie coś szklanego" nie zdradzając więcej szczegółów. Nie wiem skąd i nie wiem dlaczego przekonana byłam,że coś szklanego to jakiś piękny aniołek albo mikołaj, którego można sobie w pracy na komputer postawić żeby ładniej było. Okazało się,że aniołek był w ręku Niezgódki ale tylko przez chwilę, bo oddał pani stwierdzając,że to takie pospolite:/ No cóż. Prosiłam o coś do postawienia na komputer.Nie wiem co o mnie współpracownicy powiedzą jak jutro zobaczą tam- POPIELNICZKĘ... szklaną:) Podziękowałam i przyznałam rację,że zaskoczyć to mnie zaskoczył. Gdyby tak z okazji mikołajek odkurzył...:)Rozmarzyłam się:) Dziękuję za popielniczkę i dziękuje za uwagę:)Dobranoc

środa, 28 listopada 2007

Mesia cierpi :((((((((((((((((((((((((((((

Dnia wczorajszego parszywego Mesia została poddana sterylizacji.Stresująca dla kota podróż samochodem to pikuś przy tym co miała potem.Poszła spać i pan doktor wziął ją ze sobą.No i Mesia ma kuku.Serce mi pęka jak na nią patrzę.Człowiek mógłby się chociaż poskarżyć, ponarzekać.Ona czasem sobie miauknie żałośnie a ja znowu czuję się winna.Egoistka ze mnie.Sama chcę się kiedyś cieszyć macierzyństwem a jej zabrałam taką szanse.Bidulka dzielnie wszystko znosi ale widzę, że cierpi, bo kto by nie cierpiał gdyby nagle był lżejszy o parę jajników i macicę( o płci pięknej mowa:) )Mogę pisać co chcę więc nie będę owijać w bawełnę.Zmieniłam zdanie w dniu dzisiejszym o koło godziny 7:20 na temat koleżanki, która słysząc że zastanawiałam się w nocy czy nie podać tabletki przeciw bólowej, którą doktor dał nam na wypadek gdyby mocno cierpiała.Usłyszałam,że jestem bardzo zabawna że się tak przejmuję i że to tylko zwierze.Po czym dodała,że w warunkach naturalnych zwierzęta same wylizują się z ran i że nie powinnam ingerować.Zamurowało mnie.Koleżanka przyznała mi rację,że w warunkach naturalnych nie znalazła by się taka, co by do doktora zawiozła i wycięła to i tamto.Skoro i tak ingeruję w naturę to powinnam zapewnić jak najmniej bolesny powrót do formy zwierzaka. Skończyłyśmy rozmowę w porę,bo żadna z nas nie chciała kłótni.Ale pozostał mi niesmak po jej słowach,że to tylko zwierzę i czym ja się przejmuję.Otóż przejmuję się tym,że przeze mnie jest smutna i ją boli. Wiem,że to zwierzę, ale pokochałam ją i nie wyobrażam sobie,że już nie wskakiwała by mi na plecy jak myję zęby:) Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność momenty, w których ten "tylko kot" sprawiał że dzień jest lepszy.Smutno mi bo ona jest smutna. W sumie to od kilku dni jakiś dołek mnie dopadł. Nawet sny mam mało przyjemne. Nie lubię tak się nad sobą użalać, ale mam wrażenie że co niektórzy nawet nie zauważyli by mojego zniknięcia. Tak sobie czasem siedzę i myślę,że do cholery powinnam wzbogacać swoim bogactwem Niezgódkę. A może moim bogactwem jest tylko za duża empatia i szukanie problemów tam gdzie ich nie ma?Obiecuję samej sobie założyć różowe okulary,ale dopiero jutro.Dzisiaj słońce przysłoniło chmury...

niedziela, 25 listopada 2007

Tradycyjnie zdjęcia modelki Mecedes:)



Wielkie polowanie na małą muchę













Mesia odpoczywa

Nadeszła pora na "Pora umierać"

Wczorajszy wieczór mogę zaliczyć do tych interesujących.Wyciągnęłam znajomych do kina.Bardzo chciałam zobaczyć "Pora umierać"więc gdy nadarzyła się okazja wyjścia od razu to zaproponowałam.Przed filmem śmiechu było co nie miara.Kino małe ze zwykłymi fotelami złożonymi z dwóch poduch.Gdy za bardzo człowiek tyłkiem ruszył poduszki się rozjeżdżały i tyłek wpadał w dziurę i siedział na twardej desce:)No nic.Na sali byliśmy jako jedni z pierwszych.Mała sala w końcu zapełniła się a my byliśmy najmłodsi.Średnia wieku gdyby nie my była by 70 lat.My znacznie tą granicę obniżaliśmy:)Pocieszające,że dziadki w tym wieku chodzą do kina.Film się trochę opóźnił bo musieliśmy poczekać aż wszyscy, którzy zakupili bilet wdrapią się na ostatnie piętro, co dla niektórych z pewnością nie było proste.Zniecierpliwiona koleżanka rozglądając sie po sali i widząc jak dziadki wyciągają z woreczków przyniesiony prowiant szeleszcząc niemiłosiernie zapytała z niepewną miną czyj to był pomysł żeby tu przyjść.Dumnie przyznałam,że mój bo byłam pewna,że film jest wart wszelkich niewygód dla naszych młodych kości:) W końcu seans się rozpoczął.Spędziłam ten czas śmiejąc się, wzruszając, poprawiając rozsuwające się poduchy fotela, jeszcze raz się śmiejąc i dwa razy więcej wzruszając:)Gorąco polecam! Potem poszliśmy na małe piwko i przez 2 godziny wałkowaliśmy jeden drażliwy temat.Zdążyliśmy się dwa razy pokłócić, trzy razy pogodzić jak zawsze.Jesteśmy tak różni a już tyle lat udaje nam się jakoś dochodzić do porozumienia.Dziś rano wstałam z ciężką głową.Udałam się z Niegódką na basen.Pięknie jest tak po stresie całego tygodnia popływać, potem pomoczyć się w bąblach i wygrzać w saunie.Najbardziej zależało mi na saunie.Muszę wzmacniać odporność swojego organizmu żeby jakoś zimę przetrwać.Nie pamiętam zimy bez antybiotyku.Może tym razem się uda:)Trzymać kciuki:)

http://film.onet.pl/zwiastuny/11044,2657933,267,filmy.html

środa, 21 listopada 2007

Ktoś mi ukradł dobry nastrój:)

Wczoraj wieczorem mgła przykryła miasto, a razem z miastem mnie i mój dobry nastrój.Nie wiem gdzie sie podział.Wstałam dzisiaj lewą nogą a nawet zastanawiałam się czy obie nie są lewe i nie stanęłam na obie na raz.No nieważne.W każdym bądź razie dzień był nie najlepszy. Pomijam fakt, że wszyscy w robocie kichają, prychają, kaszlą bez kulturalnego zakrycia otworu gębowego.Z tego powodu denerwowałam się w zeszłym tygodniu.Pomijam fakt, że ludzie są opryskliwi, krzyczą i wylewają na innych gorzkie żale.A niech wylewają.Tych ważniejszych posłucham i może nawet się przejmę. Chodzi o to,że brakuje mi słońca, od którego jestem uzależniona. Pragnę optymizmu, brak stanu pod gorączkowego i bólu gardła.Dajcie mi słońca i uśmiechu i żeby klienci nie wyzywali mnie od lichwiarskiej pani i posłuchali przez chwile nie drąc papy i żeby czytali umowy przed podpisaniem.A jak już przeczytają niech pytają jak nie rozumieją.Och...ciężkie życie gwiazdy.Jutro mam nadzieję,że będzie słonecznie bo na to że będzie ciepło już nie liczę.Zarzucę sobie coś na przeziębienie, pójdę spać a jutro pewnie i tak będzie to samo.:)I żebym jutro nie spotkała przed blokiem tych dwóch dzików, co dzisiaj. Nie wiadomo skąd się pojawiły.To znaczy wiem, że z lasu ale nie spodziewałam się ich tam przed 17tą.Z tacji tego,że szybciej ciemno się robi głupie wychodzą i ludzi straszą.No i przestraszyły w dniu dzisiejszym także mnie.Do klatki chciałam wejść a tu nagle dwa metry przede mną coś stoi- sztuk 2.Stoi i się patrzy.To i ja stanęłam i też się patrzę.Patrzę i zastanawiam się czy zawał dostane teraz czy dopiero za moment. Matko jedyna ja nie chce umierać!:) Ani na zawał ani pożarta przez dzika.Przez chwilę myślałam,że to psy.Nie dowidzę z bliska bez okularów, tym bardziej w ciemności.Ale potem mi przyszło do głowy,że za duże są nawet jak na owczarka niemieckiego:)Gdy wrócił wzrok i zdrowy rozsądek powolutku udałam się w stronę klatki schodowej a one wróciły do rycia w trawie.Przez 15 minut jeszcze mi się ręce trzęsły.Bo ja to w sumie jakoś nieswojo czuję się 2 metry od dwóch dzików, z których każdy waży 3 razy tyle co ja. To pewnie te same mendy, które o 3 nad razem spotkałam jak z imprezy wracałam.W sumie jest ich w tym lesie około dwudziestu i mało różnią sie od siebie, więc ciężko stwierdzić.Przez te świnie nerwicy się nabawię...:(

niedziela, 18 listopada 2007

Złote myśli z ...pięknego umysłu:)

Ostatnio mam nawet dobry nastrój i pewnie dlatego że o tym wspomniałam dzisiaj coś się niemiłego stanie:)Nie rozumiem tego ale zauważyłam zależność, że jak ktoś sie pyta co u mnie a ja śmiało powiem,że super to jeszcze tego samego dnia super zamienia się w wielką kichę.Tak samo się dzieje jak śmieje się do łez.Kilka godzin później lecą mi łzy ale żalu i rozpaczy.O szczęściu należy milczeć:)No ale ja ogólnie dużo mówię i niewiele pomijam w swoich wypowiedziach z zaprzyjaźnionymi.Jak już wspomniałam o zaprzyjaźnionych to wczoraj próbowano mi wmówić że nowa znajomość internetowa z Poznaniem (ponoć ładne miasto :p)jest pewnie płci męskiej i ma 50 lat. Mówiąc w skrócie zasiano w mym umyśle lęk,że po drugiej stronie siedzi brzydki i parchaty dziad i ma ubaw po śmierdzące i zarośnięte pachy karmiąc się moją naiwnością.Po krótkim zastanowieniu stwierdziłam,że to niemożliwe ponieważ znaczyło by to że skoro mam tak wiele wspólnego z tą osobą to też jestem płci brzydkiej, mam co najmniej 50tkę na karku i wykorzystuję naiwność młodej i pięknej nieświadomej niczego internautki. Otóż może i trochę naiwna jestem, co czasem może okazać się wadą ale jakże wadą może być młody wiek, niczego sobie ciałko i jakże piękny i skomplikowany umysł.Znam takich(czyli wszystkich facetów)którzy uważają,że skomplikowany umysł kobiecy jest przede wszystkim wadą i nijak zaletą nawet po kilku godzinnych rozmyślaniach nazwać nie można.Napisałabym coś jeszcze ale wyjdę na feministkę a takową nie jestem. Z wami mężczyznami czasem źle ale bez was jeszcze gorzej. Niezgódka o Tobie mowa. Dziękuję za uwagę:)idę sprzątać.

czwartek, 15 listopada 2007

Mama Wandzia jedzie windzią :D

Wczorajszy wieczór był bardzo udany:))Dawno się tak dobrze nie bawiłam.Udaliśmy się na kabaret Hrabi.Ubaw bo pachy.Uwielbiam ich.Miejsca może mieliśmy mówiąc delikatnie średnie i ja jako mała ale zwinna istotka musiałam się trochę nagimnastykować aby z ostatniego rzędu widzieć dobrze.Ale nic nie było w stanie popsuć mi zabawy:))))Potem trochę plotek i suchych faktów przy piwku.Fantastiko!!!!Oby więcej takich chwil.Wszystkim gorąco polecam a oto moje ulubione "mama Wandzia jedzie windzią":))))))))))))))))))))))))))))))))
http://www.kabarety.tworzymyhistorie.pl/053_hrabi_kobieta.php

poniedziałek, 12 listopada 2007


Taaakie piękne kwiatki dostałam...i Mesi się też bardzo spodobały:)))))

sobota, 10 listopada 2007

Faken sziten tak jakby

Mam kryzys.Coś w co wierzyłam tyle czasu rozsypuje się jak domek z kart.Świat mnie zmienia nieodwracalnie.Okrutnie pozbywa mnie naiwności.To już nie była kłótnia- to była walka.I coś we mnie pękło.Pamiętam w szkole na języku polskim jak rozmawialiśmy o beznadziei, a dokładnie o słowach, które mogą przynieść ulgę komuś kto nie widzi w niczym sensu, czyli ogólnie kiszka i faken sziten.Z tego co pamiętam zostały przytoczone słowa Wisławy Szymborskiej" I to minie". Nic mi nie daje więcej nadziei, niż to że to minie.Coś w tym jest.To była bardzo mądra kobieta.A mówią,że człowiek głupi się rodzi i głupi umiera.
Trochę mi dziś smutno.Jestem zmęczona i cała obolała.Dzisiaj mam dzień na marudzenie.Wybaczyć:))))
http://pl.youtube.com/watch?v=U6PGrub3jUc

poniedziałek, 5 listopada 2007

Tragedia się stała:(Komp się spsuł!Taki brzydki kawał mi zrobił.Od jakiegoś czasu czułam,że coś jest nie tak.Zachowywał się jak stary facet, czyli ciężko dychał i śmierdział:)))Wiedziałam,że mi jakiś numer wykręci...Póki to jakoś sobie radzę:)Nie wymieniam na lepszy model:)ktoś mu wymieni coś i bedzie fajnie ponoć i ja komuś jestem bardzo ale to przeraźliwie bardzo wdzięczna,że reanimuje mojego przyjaciela:) Tak poza tym to dzień miałam dość okropny.Od pierwszej minuty pracy sami niezadowoleni ludzie, aż się chciało coś odpyskować!!!Ochh jak się chciało ale się nie mogło.Klient nasz pan:/Niezupełnie się z tym zgadzam a szczególnie jak się słyszy ,że"wie pani jeden zostaje księdzem, druga zostaje ku...wą a trzeci zostaje bankowcem i tego trzeciego nikomu nie życzę"No luuuuudzie.Ręce opadają i taki jeszcze na koniec doda,że godność to on ma.Apeluję o więcej kultury i zrozumienia, bo bankowiec też człowiek:)Kilka rozmów podniosło mi dziś ciśnienie.Ale wiedziałam,że wrócę do domu Mesia pięknie mnie przywita mrucząc do ucha.I pomysł na obiad był dzisiaj udany.Wiedziałam,że zalegnę na kanapie, otworzę gazetę i będę szukać nowej pracy.Nie wiedziałam,że na kilkanaście stron makulatury znajdę tylko 5 cm na 5 cm,które mnie choć trochę zachęci.Oferta zachęciła, ale fakt że była w swym zachęcaniu ofertą osamotnioną zniechęcił.Masło maślane, czyli dzień jak codzień.A jutro znowu to samo. God bless us:)

czwartek, 1 listopada 2007

Cierp cialo jak się chciało

Mam za swoje...tańców mi się zachciało do białego rana i piwa.Cierp ciało jak się chciało powiadał mój tatuś.Więc cierpię.Głowa mi pęka,miauczenie Mesi jest drażniące jak nigdy dotąd.Chodzi i wydaje z siebie podejrzane odgłosy mimo,że zebrałam w sobie siły i po powrocie z szurania bucikiem po parkiecie nad ranem dałam jej jeść bo ktoś obiecał ale zapomniał i miska była pusta.Nie skarżę się ale mogłaby po prostu pójść spać:)Wstałam za późno (według rodziny bo jak dla mnie to przed 15 jest za wcześnie) i muszę sama na cmentarz popitalać, czeka mnie długa droga w korkach z moherami w autobusie.Zawsze 1 listopada mam dzień zadumy.Mimo że czaszka pęka dumam i tak jak co roku towarzyszy mi dziwny nie do opisania nastrój.

środa, 31 października 2007

poniedziałek, 29 października 2007

Bo chodzi o to żeby było miło

Nie wiem czemu gęba moja podejrzanie się śmieje.W sumie wiem ale nie powiem:) Ano śmieje się mimo,że na ślubie byłam co zazwyczaj zmusza mnie do refleksji nad swoim życiem.Dzisiaj ślub przyszedł do mnie, tzn tort ślubny przyszedł razem z Emilką.A konkretnie przytachała do korporacji kilka kg kalorii w podziękowaniu za prezent.Prezent kupowałam ja.W szoku byłam,że aż tyle złotówek udało mi się zebrać:)Ciasto było dobre bo prezent ładny kupiłam...ręczniki...(ekri- pisząc bez silenia się na poprawną pisownię:P)Sama bym takie chciała, ale biorąc pod uwagę że ślubu w tym tysiącleciu nie planuję a kupisów mi starczy co najwyżej na ręcznik w auchan idę się wykąpać i wytrę się tym czerwonym w pandy co się przytulają.I popatrzę w lustrze na roześmianą nadal gębę.Wolę przytulające się misie niż płaczącą antylopę czy jakieś inne zwierzę:P i trzymam rękę z dala od nocnika:) pozdowienia dla Poznania:)

środa, 24 października 2007

To zadziwiające jak kobiety potrafią być silne i słabe jednocześnie. A jeszcze bardziej zadziwiający są mężczyźni, którzy szufladkują je jako albo tylko silne albo tylko słabe.Czasem stwierdzam,że Bóg źle to wszystko wymyślił dając nam tak różne mózgi.Z drugiej strony różnice są piękne ale trzeba się nauczyć je szanować i z nimi żyć. A ja i tak muszę sobie czasem popłakać:))

Choć na jedną noc zamienić się w głaz

Być zwykłym kamieniem bez myśli i krwi

Emocje ukryć choć jeden raz

Nie próbować otwierać zamkniętych drzwi

I nie mieć złych snów, co przyprawiają o dreszcz

Zamknięte oczy mieć na rozsądku kres

Wpatruję się w ścianę, wsłuchuję się w deszcz

To deszcz na mej twarzy, deszcz moich łez.

czwartek, 18 października 2007

Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?

Czuję nawet najmniejszy mięsień w mym lichym i wątłym ciele.Albo to jest skutek stresu, który powoli idzie sobie w niepamięć albo grypsko dopiero przyjdzie.Wczoraj się tak strasznie cieszyłam a dzisiaj jakoś rzeczywistość znowu daje o sobie znać. Jakie to przykre,że nie potrafię mieć wolnej głowy od zmartwień nawet cały jeden dzień.Tak od świtu po ostatnie promyki słońca, do samej północy kiedy już gwiazdy na niebie:/ No lipa ..nie da się:) Chyba łatwiej jest poklepać kogoś po plecach kiedy jest źle, niż cieszyć się sukcesem. Może jestem niesprawiedliwa. Ale myślę sobie,że dla mnie też niewielu jest sprawiedliwych, więc co mi zrobisz jak mnie złapiesz?Zrobię wszystko aby nie smucić się i jak najdłużej pamiętać dzień kiedy to z podniesioną głową szłam z przeświadczeniem, że jestem super:P Oj pięknie było. Jest jeszcze pewien Ważny człowiek i Wróbel taki ale nie pospolity, którym mówię jeszcze raz DZIĘKUJE!!!!:)))) Też chcę mieć pracę, w której mogę sobie na minut kilka wyskoczyć na czyjąś obronę.

środa, 17 października 2007

pięć tat czekałam i 20 tysięcy wydałam

Pięć lat czekałam na ten dzień!Dzisiaj obroniłam swoją pracę magisterską, którą tworzyłam w straszliwych mękach bo każdy przecinek musiał być na swoim miejscu.Ale już nieważne.Prawa człowieka troszkę wychodzą mi bokiem mimo wielkiego zainteresowania tematem jakiś czas temu.Gadałam o lesbijkach, in vitro i transseksualistach ale widocznie im się podobało skoro dostałam piątkę:p hihihihi teraz muszę się wyspać, jeszcze nie wiem kiedy to zrobię bo jutro na 7 rano i nadgodziny ale kiedyś się wyśpię. Ciekawe jak długo będzie mi się śniła implementacja praw człowieka:/Wielkie dzięki dla Siostry i Niezgódki że tam byłi:)))

niedziela, 14 października 2007

Słowo na niedzielę:))

Muszę stwierdzić, że dzień był całkiem udany.Pyszne śniadanko, potem zakupy.Nie obyło się bez spaceru nad morzem.Pogoda śliczna była.Waty cukrowej tylko zabrakło:) Obiad nie był zbyt zdrowy ale podany w trybie natychmiastowym i bez naszego wysiłku, co oczywiście najbardziej ucieszyło:)Przez chwilę zrobiło się mniej przyjemnie bo po powrocie trzeba było wziąć do ręki książki o prawach człowieka.Interesującym przerywnikiem okazała się procesja mocherowa i ołtarzyk przed klatką z wizerunkiem Matki Boskiej. Pośpiewali smutne piosenki, zabrali gipsową figurkę i poszli dalej trzymając w ręku świeczki - ciemno w końcu było:) A teraz przyglądam się wieczornej głupawce Mesi. Jest spokojnie i wesoło, czyli tak jak powinien wyglądać mój każdy wieczór:)))Dobranoc.

sobota, 13 października 2007

A siedzę sobie i o pierdołach myślę:)

Siedzę sobie i popijając ciepłą kawę słucham Jose Gonzalez- Heartbeats. Wspaniały kawałek...Wprowadza mnie w taki błogi nastrój.Staram się nie myśleć przez chwilkę o niczym a przede wszystkim o tym,że za minut kilka trzeba będzie wziąć książki o prawach człowieka do ręki i dziobać...A mam z biblioteki takie fajne książki, które o wiele bardziej wolałabym poczytać w sobotni deszczowy dzień.Wypożyczyłam sobie trzy:jedną dołującą, drugą na poprawienie humoru a po trzeciej nie wiem czego się spodziewać.No ale niestety trzeba to odłożyć na później.Najpierw obowiązki.I tak pewnie to się skończy tak,że będę się uczyła na ostatnią chwilę.A tak z innej beczki teraz to ten cholerny pająk wcale się nie wyprowadził! Na wycieczkę pojechał i wrócił jeszcze bardziej nażarty, co przekłada się na wielkość i wewnętrzne fuj.Jeśli chodzi o pająki z zewnątrz też są fuj. Otóż niechciany gość sprawił sobie większą pajęczynkę, żeby utrzymała wielkie i owłosione pajęcze cielsko.Muszę się go jakoś pozbyć, tylko jak?...Jak go trące klapkiem to jeszcze gotów rozbryzgać swoje wnętrzności na niedawno mytej szybie. Fakt,że okno umyłam niezbyt dokładnie( bo się spieszyłam:P )no ale nie chcę mieć niczyich zwłok na oknie, nawet jeśli to miałby być tylko pająk. Nie lubię przemocy.Pomysł numer dwa: zagazuje go! Koleżanka kiedyś mi mówiła jak to ona wykańcza wszelkie robactwo w domu. Pryska lakierem do włosów, robal robi się sztywny, co oczywiście skutkuje utratą przez niego życia i takim to sposobem nie ma ani upaćkanej ściany ani robala. To jest myśl!...tylko że ja tak jakby nie używam lakieru do włosów i nie posiadam takowego.A pro po praw człowieka, to ten pająk znacznie narusza moje prawo do prywatności. Mam prawo do życia w sposób zgodny z moją wolą a moją wola jest taka, że pająk ma się wynieść!!!!Muszę znaleźć jakiś sposób...

czwartek, 11 października 2007

Spokój!!!!!

No dobra... uspokoiłam się troszkę.Tylko spokój może człowieka uratować.O! to jest myśl..przede wszystkim spokój :)

Umiesz liczyć...licz na siebie

Jest mi strasznie smutno. Stres mnie zjada od środka.Po złożeniu pracy magisterskiej miało być tak pięknie...spokojnie... a tu..kupa.Promotorka się nie odzywa i nie mam wskazówek do obrony a czas ucieka.Sprawdzam pocztę chyba co trzy minuty.Nawet nie ma komu powiedzieć, że jest mi smutno, że się martwię.Ludzie nie mają ani czasu ani ochoty na wysłuchiwanie gorzkich żali i wyłączają gadu gadu.Tym bardziej jest mi smutno. Pokręcone to strasznie i smutne jednocześnie.Nie ma nikogo kto by zrozumiał i przytulił gdy jest źle. Nawet gdy się jest daleko można przytulić....słowem. Chyba za dużo wymagam od siebie i tym samym od innych. Umiesz liczyć?- Licz na siebie.Święta prawda choć okrutna :/

środa, 10 października 2007

Armia pokemonów

Wczorajsze przedpołudnie było może nie nadzwyczaj udane ale na pewno ciekawe.Udałam się na spacer mając w zamyśle wyświadczenie przysługi Niezgódce.Chodziło tylko o zapukanie do dziekanatu i złożenie jednej karteczki A4.Okazało się,że kolejka jak za kawą i papierem toaletowym, albo jeszcze gorzej.Uczelnia techniczna, więc wkoło sami faceci.Problem w tym,że część wyglądała jak Yeti, znalazło się kilku Ogrów z bandą Osłów.Nie zabrakło Kermita ze świnką Pigi. Pojawił się też Johny Bravo. Po korytarzu tuptało też kilka Smerfetek, z taką różnicą,że Smerfetka nie nosiła złotych pasków, butów itd ... a te miały. Myślałam,że opowieści o kobietach z wąsami były fikcyjne, bo jak młoda dziewczyna może mieć w nosie, że ma wąsa pod nosem. Otóż może. Nie przeszkadza nawet zarost na brodzie.W niektórych przypadkach nawet ciężko było odgadnąć czy to płeć męska czy żeńska.Reasumując czułam się jak gwiazda:D Pech chciał,że jeden z pokemonów postanowił zadać mi pytanie. I co?...i g...chciało by się rzec."Pani"do mnie powiedział!!!Odwróciłam się odruchowo za siebie, bo może za mną jakaś pani stała.Nie stała:( Trochę się zaczęłam śmiać i odpowiedziałam,że "tak,pani jest ostatnia".Pokemon się speszył ale stanął grzecznie za mną.Ja mu dam pani!W kolejce stałam dwie godziny i dwadzieścia pięć minut.Już nawet nie chodzi o moje bolące nogi ,plecy ( w końcu stara jestem), ale ile można słuchać o procesorach, i innych dziwactwach i o problemie z zaliczeniem układów(bynajmniej nie chodziło o układy taneczne). Ucieszona w poczuciu dobrze spełnionej misja zabrałam swoje stare ciało do domu.Wieczorem niestety zrobiło mi się smutno, bo tak jakby nie nadaję się do związku. Popłakałam sobie troszkę, bo smutno mi się zrobiło.Ale ciiiiiichosza. Czasem każdemu się zdarzają smutne wieczory.

wtorek, 9 października 2007

piątek, 5 października 2007

Wycieczka do Tczewa

Wstałam dzisiaj przed pianiem koguta.Ciemno i zimno było.Ale obowiązki wzywały więc tuż po 6 rano wyszłam z domu. Słońce właśnie chyba jakoś wstawało. Świat wygląda zupełnie inaczej o tej porze. Potuptałam sobie na pociąg, który miał mnie zawieść do Tczewa, miejsca gdzie spełnić się miała przepowiednia o podpisanej płycie przez panią promotor.W pociągu tłoczno i zimno.Dwie panie na przeciwko dyskutowały o problemach z dzisiejszą młodzieżą. Panie były nauczycielkami.Więc tak jakby miały o czym gadać, a ja sobie po raz kolejny obiecuję,że jak będę miała swoje to będzie grzeczne i nie będzie groziło nauczycielom... Pani grubsza, która chyba nadciśnienie miała bo straszliwie czerwona na twarzy opowiadała jak to niemiłosiernie cierpiała w zeszłym roku na dwu dniowym wyjeździe na pieczonego dzika w dziczy.Oj wyjechałabym sobie teraz na taką dzicz...Pani chudzinka chyba też lubiła bywać w dziczy na dziku. Tak wnioskuje:)W końcu Tczew.Zakupiłam kawę w dworcowym barze. Większość zamawiała schabowe z ziemniakami albo buły z parówkami. Takie śniadanie odczuwałabym przez dwa dni. Kawa jest no to szukam przystanku i magicznego autobusu nr 3. Autobus był ale jeszcze biletu nie było więc pierwszy pojechał beze mnie. Bilet jest, kawa na moich spodniach jest, choć nie powinna - do prania.Nikt mnie tu nie zna przecież, nie ma się czym przejmować. Jak wsiadałam w Gdańsku do pociągu był 5 października, wsiadam do autobusu w Tczewie i chop siup siódmy mamy. W razie kontroli biletu liczę, że wszyscy na czerwonym papierku są dwa dni do przodu i w kupie siła,więc tym też się nie przejmuje. Dwie godziny łaziłam po mieście zanim uzyskałam podpis właściwej osoby. W między czasie doszłam do wniosku,że sygnalizacja świetlna u nas jest mniej irytująca. Bo jak się świeci zielone to słychać znośny dźwięk- przerywany. Otóż w Tczewie nie! Mijam te światła kilka razy i nie mogę się oprzeć wrażeniu,że słyszę długi nieprzerywany sygnał jaki wydaje przyrządzik medyczny informujący uprzejmie, że pacjent zszedł. Więc i ja sobie idę ale na dworzec bo znudziło mi się szlajanie po nieznanym terenie:)Praca magisterska złożona, ale niemiła młoda z dziekanatu oznajmiła z dziką( naprawdę bym pojechała na dzika) satysfakcją, że marnie to widzi bo nie zdąży się wygenerować raport z programu anty plagiatowego,że 14 dni i że tu coś nie tak i że ona to sama nie wie. Niech ona lepiej nie myśli tylko robi swoje. Nie zdenerwowała mnie. Zmartwiona natomiast pomyślałam,że ciepłej herbaty mi się chce. Idę do domu.

środa, 3 października 2007

" Nie jest pani kotkiem"

Myśłałam, że w tym wieku uświadamiać mnie nie trzeba. Otóż trzeba i nawet powinno:)Dzisiaj lekarz tak zwanego kontaktu pierwszego (nie wiedzieć czemu bo kontaktuję się z nim po raz któryś) powiedział mi "nie jest pani kotkiem". A to dziwne pomyślałam, bo przecież koteczkiem kiedyś nazwana zostałam ku zdziwieniu mojemu i moich towarzyszy. Fakt, że jestem mniej owłosiona ale żeby tak od razu pozbawiać mnie złudzeń. Człowiek pierwszego kontaktu miał rację, aż dziw bierze bo w końcu to facet. Nie żebym nie lubiła wszystkich facetów ale nie każdy nosi skarpetki w wesołe i rozchichotane bałwanki:)))

wtorek, 2 października 2007

...

Dzisiaj dzwonił jeden pan. Pomogłam mu bo lubię pomagać. Głos miał tak hipnotyzujący i sobie potem pomyśłałam, że wiele bym dała żeby taki głos mówił do mnie, tylko do mnie. Potem sobie wymyśliłam, że ów pan z pewnością miał żonę wspaniałą dzięki której tak optymistycznie patrzy nawet na nieprzyjemne sprawy. Ależ ona musi być szczęśliwa słuchając jak mówi tym swoim głosem, że ją kocha i że słońcem jest jego. Napewno nie musi wyłapywać pojedyńczych słów, chwil, które mogły by dać jej nadzieję. Myślę, że nadzei mieć nie musi. Ma pewność?Ktokolwiek ją ma?Szczerze wątpię... Spojrzałam dzisiaj na swoje odbicie w lustrze. To już nie ja. Twarz jakaś za chuda i zmęczona.I wiecie co?Chuda, zmęczona i smutna ale ładna i z dużym sercem, które kochało i nie raz cierpiało. Ale kochać potrafi!I to jak- do zatracenia. Coś co kiedyś tyle radości dawało niedocenionej najwyraźniej dzisiaj każe płacić łzą za każdy beztroski uśmiech.Dzisiaj chyba nie zasnę...

sobota, 29 września 2007

Robię jej zdjęcia póki mogę...



Chcesz się pozbyć pająka to go obraź: )))))

Właśnie chciałam zobaczyć jak się czuje mały, gruby, obrzydliwy i włochaty sąsiad. Mówię o pająku, który zadomowił się za oknem. Nie chce mi się wierzyć, że tak sam z siebie zwinął pajęczynkę i sobie poszedł. Może się obraził... w sumie mógł. Wypowiadałam się o nim mało pochlebnie. no cóż.. on wyprowadził się pierwszy.

sobota, 22 września 2007

Tupię nóżką zgrabna i prawie powabną...

Słyszę jak pies sąsiadów smutno ujada, a dziki walczą o wyrzuconą z okna kromkę chleba. Takie samotne wieczory jak ten sprzyjają refleksji. Wiem czego mi będzie brakowało i za czym będę tęsknić z całego serca. Już nie usłyszę" gdzie mój kefir" i tego słodkiego "nie paluchować", choć i tak paluchowałam tylko sporadycznie:)Nie zobaczę zaspanego wyrazu twarzy i zmęczenia przed samym snem. Nie usłyszę już nic o słońcu ani o krowie ani nie dowiem się jakie miejsce wymyśli po Nowej Zelandii. Nie chcę tęsknić za każdym drobiazgiem mniej lub bardziej istotnym. Chce to odzyskać. Chcę Cię odzyskać.....Tupie nóżką i czekam na cud.

czwartek, 20 września 2007

Czasem chciałabym się tak zwyczajnie rozpłynąć. Nie myśleć, mieć zamknięte oczy na wszystko. Po prostu mieć nadludzką zdolność nie odczuwania tego co boli. Ale się nie da, więc patrzę jak rozpada się domek z kart. Stoję... patrzę... i nie mogę zrobić już nic.

piątek, 14 września 2007

To właśnie bym chciała powiedzieć...

http://www.youtube.com/watch?v=uanVGjHCAHA

Tak sobie jest...

Czasem jest tak, że wydaje nam się, że odnaleźliśmy swoje miejsce w życiu. Masz same słoneczne dni, nawet wtedy gdy pada deszcz. Wystarczy jedna chwila i ktoś Ci próbuje udowodnić, że jest całkiem inaczej. Przypominasz sobie wtedy te piękne szczęśliwe dni i zdajesz sobie sprawę z tego ile właśnie możesz stracić.I przez łzy, które już dawno przestały wzruszać patrzysz na jutro jakoś tak mniej optymistycznie.I jest Ci smutno, bo nic nie możesz zrobić a ktoś nie chce i nie może cofnąć wypowiedzianych słów. Trudno jest przepraszać i pewnie dlatego tak nieczęsto słyszymy to słowo. Szkoda, że człowiek nie ma takiego przycisku po przyciśnięciu którego zapomina i nowy dzień jest znowu słoneczny. Dzisiaj jest pochmurno, zimno i ogólnie to mam ochotę zaszyć się w jakimś kącie z lampką wina i całemu światu pokazać środkowy palec. O!!!!!!

niedziela, 9 września 2007

Tik tak tik tak...:/

Trwa wyścig z czasem...czuję presję...a nie lubię jej czuć.No cóż.Siadam przed kompem i skupiam się....myślę...a tu nic.Skończyły mi się pomysły a 20 dodatkowych stron trzeba wyczarować i to na wczoraj.Już zaczyna mnie to irytować. Napiszę pracę,obronię ją, będę miała kaca, bo uczcić to trzeba będzie.I na co ja się potem będę wkurzać..hmm, w sumie wiem..zamówię kablówkę i będę oglądała największy cyrk w historii świata....stworzą nowy rząd a razem z nim kolejny odcinek tragikomedii.Będzie się z czego śmiać i powód żeby się zdenerwować też się znajdzie. Już się nie mogę doczekać:/

czwartek, 6 września 2007

pomysłowa i zaradna Mercedes


Mercedes wybiera coraz ciekawsze miejsca na swoje drzemki :p Dobrze, że Niezgódka nie widział co Mesia robiła z monitorem:) od razu usłyszałaby "nie paluchować!!!" ale ci.....nikt mu przecież nie powie:)

" coś mi tu śmierdzi..."

Pustka...kompletna pustka.Coś mi ucieka ale nie wiem co. Coś zyskuję ale też nie potrafię tego nazwać. Nie lubię takich dni jak dzisiejszy. Dopiero się zaczął a już wiem, ze kiszka z niego wyjdzie. Po ostatnich pozytywnych dniach przyszła pora na kupę....i to nie będzie Mercedesowa kupa:) pożyjemy ....zobaczymy....i najwyżej poczujemy...

wtorek, 4 września 2007

Cierpliwym trzeba być....


Takie słodkie stworzenie i takie płochliwe:( Kolejny dzień tłumaczenia, że do kanapy chować się nie należy. Grzecznie ukryła się rano pod fotelem, więc ja przekonana że kot jest bezpieczny i się nie zaklinuje oddałam się całkowicie pisaniu pracy magisterskiej. Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy znalazłam ją w skrzyni od kanapy.Przechytrzyła mnie:) Teraz będę czujna:)))))

niedziela, 2 września 2007

Radość radość i jeszcze raz radość:)))))


Nazwaliśmy ją Mercedes. Ta kotka to czysta radość..nawet jak w środku nocy stwierdza, że chce się bawić. Patrze na nią i jakoś tak lżej na sercu się robi:)I pomyśleć, ze upierałam się żeby kupić psa:)

piątek, 31 sierpnia 2007

Ciężko było i mam nadzieję, że się skończyło..

Wydarzenia z ostatniego tygodnia niestety w znaczny sposób odbiły się na moim samopoczuciu. Okropne jest jak ktoś podejrzewa u ciebie tak poważną chorobę a ty możesz tylko czekać na badania i czytasz wszystko w internecie co tylko można na ten temat. A teraz...żal rodziny, ze nic nie powiedziałam. Naprawdę chciałam, bo było mi strasznie źle ale myśl, że mogłabym ich zasmucić nie była miła.Poczekałam... i mimo, że wiadomości w sumie dobre przekazałam to i tak zasmuciłam. Cokolwiek się zrobi i tak będzie źle.Dlatego zrobimy dzisiaj DOBRE sushi, wypijemy (prawie) DOBRE wino, może nawet odpocznę psychicznie..a jutro zabieramy do domu kotkę. I spędzimy kolejny wieczór wymyślając imię dla niej.

środa, 29 sierpnia 2007

Rasowy rusek ale z klasą:))


Niestety okazało się, że Benek znalazł już swój dom i mieć go nie mogę, ale nie ma tego złego. Bo oto odnaleźliśmy ją...piękną i z klasą jak jej nową pani :))) W sobotę będziemy ją mieli w domku a tymczasem zastanawiamy się nad imieniem...

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Oto Benek:))))))

niedziela, 26 sierpnia 2007

Już trochę inna...

Czasem tak bywa,że przychodzi taki dzień, który zmusza człowieka aby się na chwile zatrzymał i zastanowił.I niebo wygląda inaczej..i słońce nie cieszy...sny mniej przyjemne i strach.Będzie co ma być, ale strasznie sie boję, że nie jestem z tych, którzy walczą do ostatniej kropli krwi..Od czwartku już inna ja:(((

piątek, 17 sierpnia 2007

podróże kształcą...linia tramwajowa nr 92

Nie to żebym podsłuchiwała ale bardzo ciekawą rozmowę usłyszałam dziś rano na przystanku tramwajowym.Pani w wieku podeszłym na oko z trzema zębami tłumaczyła swojemu towarzyszowi, że jeśli się czegoś chce to nie ma przeszkód, których nie można pokonać. A jak się czegoś nie chce to bez problemu sobie wymyślimy powody i przeszkody, których obejść sie nie da.Pani bez zębów chyba miała racje, ale pan w okularach, do którego były kierowane te słowa odpowiedział, że jak najbardziej ale dokonując jakiegoś wyboru rezygnujemy z czegoś co też może być ważne. Jednak podróże kształcą:)Wszyscy wsiedliśmy do zatłoczonego tramwaju a ja miałam o czym rozmyślać.P.s. Czyli jak chce się zlikwidować kaloryfer z kuchni i wywalić zbędne rury to napewno jest jakiś sposób...

niedziela, 12 sierpnia 2007

Krew mnie zalewa... w pełnym znaczeniu tego słowa...mam ochotę przekląć tak solidnie a nóż mi ulży, ale nic z tego człowiek musi kontrolować swoje emocje, zęby zaciskać i prace magisterską pisać i mieć nadzieje po raz pierwszy, że buty piękne zresztą kupione w dniu wczorajszym nie okażą się znowu za małe( drogie były i sie zdenerwuje) i mieć nadzieję po raz drugi, że Niezgódka zrozumie choć raz co czuje kobieta w takiej chwili...i ogólnie miec nadzieje po raz trzeci- sprzedane!

środa, 8 sierpnia 2007

kolejny dzień z życia bankowca..

przyczepiona do słuchawki wysłuchuje gorzkich żali tych, którzy mieli zły dzień bo pisemko dostali nigdy ze swojej winy.winna jestem ja...więc nie zawsze jestem miła bo nie za to mi płacą. I czasem zapominam, że zostałam stworzona do rzeczy większych, ważniejszych a i moja sakiewka stworzona do przetrzymywania większej ilości złotych monet.

niedziela, 5 sierpnia 2007

...że niby nie ma łysych dzików...

Wieczór całkiem miły gdyby nie fakt, że nikt nie wierzył mi, że pląsające po trawce dziki są łyse...no luuudzie:) wzrok mam słaby ale nie aż tak.nie wiem jak i nie wiem czym ale zdjęcie towarzyszy spod okna będzie:)